Odpowiadam na komentarze do wywiadu na portalu naTemat.pl

  Powiem tak wywiad jest kontrowersyjny ale taki miał być i jednocześnie wypowiedzi miały być odpowiednio stonowane. A więc nic dziwnego, że komentarze są bardzo różne.

Komentarze pod nim można podzielić na bardzo też wyważone i warte odnotowania. Z zadowoleniem je przeczytałem. I takie które są nie na temat, a także nieobiektywne, a nawet w swojej wymowie kłamliwe, a ich autorzy powinni wiedzieć które to są, pominę je w swojej wypowiedzi. Chyba, że zmienią zdanie a to mało prawdopodobne.

Chętnie ustosunkuję się do tych które uznaję za warte dostrzeżenia i to nie tylko z uwagi na siebie.

Uważam, że tak trzeba skoro rozmawiamy o kwestiach religijnych to uważam, iż standardy zachowań muszą być wysokie.

Treść wywiadu poniżej:

Były Świadek Jehowy o ataku nożownika w Poznaniu: Nie wierzę, że to był przypadkowy sprawca. To były Świadek

Po ataku nożownika, który wtargnął na zgromadzenie Świadków Jehowy i poważnie ranił jego uczestniczkę, powróciła dyskusja o zakazie transfuzji krwi wśród członków tej społeczności. Pan Andrzej, który przez kilkadziesiąt lat był aktywnym i wysoko postawionym Świadkiem zgodził się porozmawiać o tym, co skłoniło go do opuszczenia tego środowiska. I choć z szacunku dla byłych przyjaciół, nie chce nazywać ŚJ sektą, zdradza prawdziwe oblicze organizacji, z którą nie chce mieć już nic wspólnego.

 

 

 

 

Świadkowie Jehowy

Źródło: Wikipedia

Restoracjonistyczny związek wyznaniowy głoszący, że jedynym Bogiem jest Jehowa (Jahwe) i o zbliżającym się objęciu władzy nad światem przez Królestwo Boże. Świadkowie Jehowy są zaliczani do tzw. nurtu badackiego, należącego do wyznań millenarystycznych. Ruch został zapoczątkowany przez Charlesa T. Russella w 1870 w Pensylwanii (USA). Obecnie liczy ok. 8 milionów aktywnych głosicieli na całym świecie (dane z roku 2013). CZYTAJ WIĘCEJ

 

W jaki sposób został pan świadkiem Jehowy?

 

Andrzej: Nie miałem żadnego wyboru, to nie mogła być osobista decyzja. Urodziłem się w rodzinie Świadków Jehowy (ŚJ).

 

A kiedy pan się urodził?

 

Kilkadziesiąt lat temu. Nie powiem więcej, bo chcę chronić swoją prywatność.

 

Jak pan wspomina ten czas w swoim życiu?

 

Od dzieciństwa byłem wychowywany w tym duchu, więc to wszystko mnie fascynowało. Bardzo podobało mi się, że od razu trafiło mi się być na właściwej drodze. Nie musiałem poszukiwać tylko przedstawiono mi to jako najlepszą drogę na życie. To mi się podobało. Widząc radość tych osób, które były już ŚJ, ich pewność tego, do czego zmierzają mi imponowała. Wielu z nich robi to z pełnym oddaniem, szczerze i gorąco w to wierzą.

 

A kiedy stwierdził pan, że to nie jest najlepsza droga z możliwych?

 

To był długi proces. Jak ktoś twierdzi, że można wyjść z tego na przestrzeni kilku lat to nie mówi prawdy. Gdyby pan został ŚJ, miałby pan porównanie, czym różni się jedno od drugiego. Ja tego nie miałem więc byłem częścią świata, nie znając alternatywy. Wychodzenie z tego świata i ujrzenia, że to jest nie takie jak być powinno, trwało około dwudziestu lat.

 

Ale pewnie w czasie tych dwudziestu lat były szczególnie ważne momenty, które postawiły duży znak zapytania i które się skumulowały w postaci opuszczenia tego środowiska przez pana.

 

Jednym z takich czynników była duża płynność elementów światopoglądu ŚJ. Widziałem, że on ewoluuje, że wciąż się zmienia, z nawrotami. Ale to, że gdyby się zmieniał na plus, to nie byłoby w tym nic złego. Ale bywało z tym różnie. Twierdzili, że Bóg kieruje tą organizacją, więc zacząłem sobie zadawać pytanie, dlaczego Bóg chce, aby ludzie byli zdezorientowani?

 

A kiedy pan się tak czuł?

 

Gdy wyznaczyli datę tzw. końca świata na rok 1975. Przeprowadzono potężną kampanię propagandową, która odbiła się bardzo dużym echem. Oni jednak nie nazywali tego końcem świata, bo ten miał dalej istnieć. To miał być koniec ludzi złych, czyli tych, którzy nie są świadkami. Okazało się, że te przepowiednie się oczywiście nie spełniły.

 

I Świadkowie zaczęli zadawać pytania.

 

Tak. Zaczęli pytać, czy wieść o końcu świata była podana od Boga, czy może ludzie sobie to wymyślili. Ale jakoś sobie to wtedy wytłumaczyłem. Ale to był moment, nad którym po latach zacząłem się zastanawiać, a takich zdarzeń było więcej. 1975 nie spełnił oczekiwań wiernych, więc następowały kolejne zapowiedzi, które miały utrzymać ich w organizacji. Tym motywem były właśnie kolejne zapowiedzi, że już za chwilę wszystko się skończy i na ziemi zostaną tylko Świadkowie Jehowy.

 

Nazwałby pan to działanie manipulacją?

 

To nigdy nie było tak nazywane, nawet z zewnątrz. Ja bym powiedział, że to pozwalało podtrzymać aktywność świadków w głoszeniu słowa. Jak zbliża się zagrożenie, to z miłości do innych trzeba powiadamiać o zbliżającym się armagedonie. Ja nie chcę przedstawiać ich jako złych ludzi. Pojedynczego ŚJ można zrozumieć. Jak mówi im się o zagrożeniu, to mają satysfakcję, bo wyciągają rękę do tych, którzy mają zginąć.

 

Ja też tak to rozumiem, że poszczególni członkowie ŚJ są dobrzy. Pytanie tylko o to, jaki wpływ na ich życie ma organizacja.

 

Na moje życie miała duży wpływ i dlatego zacząłem zadawać pytania o 1975 rok oraz o inne absurdy, których było zdecydowanie więcej. Wtedy potraktowano mnie jak odstępcę i że trzeba mnie wywalić z tej organizacji. Konsekwencja była tak, że nikt nie mógł ze mną rozmawiać, powiedzieć mi dzień dobry itd. Wszystko, co budowałem przez całe życie, legło w gruzach wraz z decyzją Komitetu Sądowniczego. Ten ostracyzm i izolowanie się od ludzi, którzy byli ŚJ i nie traktowanie ich jak ludzi, jest tragedią.

 

Jak pan sobie z tym poradził?

 

Trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie. Paradoksalnie, po latach pomogło mi to, że potraktowano mnie jak rzecz. Wykluczonemu wolno chodzić na spotkania do zboru, ale odbywa się to w chłodnej, a wręcz wrogiej atmosferze. Nikt się nie odezwie, nikt się nie uśmiechnie. Wszyscy traktują cię jak powietrze.

 

Ja w tej chwili nie mam z nimi żadnego kontaktu, ale studiuję wciąż ich literaturę, aby wiedzieć co aktualnie piszą. Chcę być na bieżąco. Ale stosunek do wykluczonych jest nieludzki. Powinno być tak, że jak ktoś nie chce rozmawiać o kwestiach religijnych, to ma się do tego prawo. Taki człowiek powinien mieć kontakt ze społecznością w czysto ludzkich sprawach.

 

Z tego co wiem, sprawcą tej napaści w Poznaniu był właśnie wykluczony ze ŚJ. Takie informacje pojawiają się w internecie (policja tego nie potwierdziła, ale i nie zaprzeczyła – red.). Jeśli jest prawdą, że on jest byłym ŚJ i jest wykluczony, to jest zmowa milczenia na ten temat. Trzeba powiedzieć, ze to było zebranie, na które nie zaprasza się wszystkich. Zebranie wewnętrzne dla ŚJ. Dlaczego więc on tam był? Dlaczego ten 27-latek to zrobił? Jakie były motywy? Nie ma na ten temat informacji. ŚJ będą o tym oczywiście milczeć. Nie wiadomo dlaczego ta dziewczyna? Może został przez nią wykluczony i miał żal?

 

To mogło go pchnąć do tak desperackiego kroku?

 

Jeśli ktoś nie przeżyje wykluczenia, to nie zdaje sobie sprawy, co to oznacza. Ci sami ludzie, którzy byli przyjaciółmi, stają się wrogami. Dopiero później człowiek uświadamia sobie, co zaczyna się o nim mówić. To są rzeczy niesłychane, nieprawdopodobne. To są nieprawdziwe, najgorsze rzeczy. Jeśli ten chłopak przeżył coś takiego, to wie pan… Ludzie robią różne rzeczy. Nie wolno było mu tego zrobić, ale rozumiem że mógł być motyw, o którym my dziś nie wiemy. Nie uwierzę, że to był człowiek z ulicy który wpadł na zgromadzenie, bo chciał zrobić komuś krzywdę. To może mówić ktoś, kto nie ma pojęcia jak to funkcjonuje. Pewnie nie poznamy prawdy na ten temat.

 

Jakie metody stosuje się, aby zatrzymać wśród ŚJ?

 

Generalnie nie ma czegoś takiego, jak próby zatrzymania niedopuszczalnymi metodami. Raczej używa się metody, że jak będziesz tak robił i źle mówił o organizacji, to zostaniesz wykluczony. Ja zostałem wykluczony zaocznie, bo powiedziałem, że już nie chcę się dłużej z nimi spotykać. Oznajmiłem, że nie ma o czym rozmawiać.

 

Za co pana wykluczono?

 

Oznajmiłem, że będę utrzymywał kontakt z wykluczonymi. Im się to nie spodobało. Nie jestem Świadkiem od kilku lat.

 

A czy nie przeszkadzała panu sprawa, która była przyczynkiem do naszej rozmowy, czyli brak zgody ŚJ na transfuzję krwi?

 

Tej sprawy nikt nie przedstawia obiektywnie. Ani Świadkowie Jehowy, ani środki masowego przekazu. Nie jest tak, że transfuzja jest cudownym sposobem na rozwiązaniem wszystkich problemów. Ale nie jest też tak, że Biblia zabrania transfuzji. Powinno być tak, że każdy sam decyduje i w razie czego sam będzie odpowiadał przed Bogiem, a tego nie ma. Nie jest też tak, że jak ktoś przyjmie krew to na pewno przeżyje, a jak nie przyjmie to umrze. Jeśli ktoś nie chce przyjąć krwi, to trzeba to uszanować, nawet jeśli jest to wbrew woli lekarza. Każdy ma prawo decydować, co dzieje się z jego ciałem, choć jest to bardzo dyskusyjna sprawa.

 

Spotkałem się również z opinią, że organizacja Świadków Jehowy to jeden wielki biznes. Coś w tym jest, czy to przesadzona opinia krytyków ŚJ?

 

Mam nagranie wizyty Nadzorcy Strefy, czyli osoby z ramienia ŚJ, która nadzoruje ich działalność w kilku krajach. Swego czasu taki nadzorca powiedział polskim Świadkom, że należy sprzedać istniejące Sale Królestwa, czyli miejsca, w których się zbierają i wybudować nowe. Ale pojawia się problem. Istnieje pewien fundusz na budowę sal królestwa. A ten fundusz jest tworzony z dobrowolnych datków poszczególnych wiernych. Z tego funduszu, na który składają się poszczególni wierni są udzielane pożyczki na budowę Sal Królestwa. Później zaś Zbór ma spłacić tę pożyczkę.

 

Na nagraniu, które posiadam, Nadzorca Strefy mówi, że członkowie ŚJ za wolno spłacają swój dług i że zadłużenie wynosi 50 milionów i że trzeba przyspieszyć. Co ciekawe, wybudowane Sale Królestwa nie są własnością lokalnych społeczności, które oddają za nie pieniądze, tylko własnością centrali w Nowym Jorku. Jest to biznes, czy nie?

 

Wydaje się, że jest. Aby uzbierać na to pieniądze sprzedaje się te słynne i znane wszystkim publikacje?

 

Nie, to jest drobiazg. Nie koncentrowałbym się na sprzedaży książeczek, bo nie w tym rzecz. Nie sprzedają. Zdarza się, że niektórzy pobierają od chętnych datki mówiąc, że to kosztuje. Ale jak zainwestuje się nie tylko w Sale Królestwa, ale i obiekty dużo większe, jak np. przy ulicy Szwedzkiej w Warszawie, a później w Ursusie. To bardzo duża sala zgromadzeń dla kilkuset osób. Te obiekty często są budowane przez ochotników, wolontariuszy, co jest elementem tej religii. Nie ma żadnych inwestycji ze strony inwestora. A jak się go później sprzeda, to jest to biznes.

 

To brzmi tak, jakby wśród społeczności ŚJ istniała „grupa trzymająca władzę”, która czerpie korzyści kosztem wiernych.

 

No i właśnie to jest pytanie, na które poszczególny Świadek Jehowy w ogóle nie odpowiada i się nawet nie zastanawia, bo przecież trzeba wspierać „Dzieło Boże”. Myślę, że jest taka grupa, ale to już jest temat na inną okazję… Poszczególny ŚJ i tak nie wie, czemu to wszystko służy i o co w tym wszystkim chodzi. Czy to rzeczywiście chodzi o „Dzieło Boże”, czy po prostu sposób na życie pewnej grupy ludzi, którzy do tego dorobili ideologię.

 

A czy pan zna odpowiedź na to pytanie?

 

Mam przesłanki które skłaniają mnie do pewnych refleksji na ten temat. Wiele wskazuje na to, że istnieje taka grupa. W pewnym momencie przyszło mi do głowy, że ludzie, którzy „trzymają władzę” wśród ŚJ, mogą nawet nie wierzyć w Boga. Jest naprawdę wiele bólu, rozczarowań, przypadków ciężkiej depresji i chorób psychicznych, jednostek, które bardzo cierpiały przez tę władzę.

 

Czy wyobraża pan sobie, jak do jakich dramatów doprowadziło choćby ogłoszenie końca świata w 1975 roku? Rodzinnych i osobistych? Ludzie nie widzieli sensu w dalszym życiu i przestali cokolwiek robić. Domy się waliły na głowę, bo po co remontować? Później się okazało, że życie toczy się dalej, trzeba z czegoś żyć i je układać, a do tego jakoś zarabiać. A tu się tego nie zrobiło, bo nie trzeba było się uczyć, bo po co, skoro za chwilę będzie koniec? Sam jestem tego ofiarą, bo mogłem więcej w życiu zrobić, a nie zrobiłem.

 

To religia czy sekta?

 

Wolałbym pozostawić to pytanie bez odpowiedzi. Niech każdy odpowie sobie sam. Dla mnie to mieszanka wszystkiego razem. Z szacunku dla oddanych ludzi, którzy twierdzą, że uczestniczą w „Dziele Bożym”, unikam słowa sekta, bo to ich boli. A żeby im pomóc, wolę im współczuć i starać się zrozumieć że chcą dobrze, ale ktoś to wykorzystuje…

 

Pan Andrzej prowadzi bloga: jedrusiowy53.blog.onet.pl

Tu jest artykuł  http://natemat.pl/96311,byly-swiadek-jehowy

Reklamy

4 myśli na temat “Odpowiadam na komentarze do wywiadu na portalu naTemat.pl

  1. Interesujący komentarz i godny zauważenia. Co ważne nie jedyny tego typu.
    Michał Jfs · Lublin (aircraft)
    poczekaj jak sam kiedyś taki będziesz i obyś nie przeczytał wtedy swoich słów. Nie powiedział nic niemerytorycznie i nie zgodnie z prawdą. Nawet czasem w ocenach i opiniach był bardziej stonowany niż powinien. A może wskażesz konkretnie – co było nierzetelnego w tej opinii, czy nie zgodnego z prawdą?

    Zarzuty są o nierzetelność dziennikarza ale bez dowodów na poparcie tezy.. Dziękuję Panu Michałowi za zauważenie stonowanego tonu wypowiedzi. Ten ton uważam za najważniejsze. Zadanie pytań bardzo słuszne i odpowiedzi brak.

    Polubienie

    1. Witaj Andrzej. Ja zwróciłem uwagę na dwa inne kom.: Piotr Trela · Theocratic Ministry School, napisał:
      ,,Żałosny gość, tak jak sam artykuł. Żałosny też portal ktory bezkrytycznie zamieszcza niepotwierdzone informacje jakiegoś frustrata”. Inna opinia: ,,Rozgoryczony człowiek”.
      Niesłychane jak daleko sięga ludzka ignorancja i: Nie, dla zrozumienia drugiego człowieka. Choćbyś nie wiem jak spokojnie się wypowiedział to i tak Cię obsmarują i nie będą wierzyć. Nie wiem co by trzeba było zrobić, żeby dali posłuch człowiekowi, który bądź co bądź swoje w tej organizacji przeżył. Napisałeś samą prawdę i to delikatnie w zrównoważony sposób. Prywatnie ja nie jestem za aż tak stonowaną formą, uważam że niekiedy trzeba bardziej dosadnie, ale z umiarem i bez inwektyw. Zrobiłeś co mogłeś, a może liczyli na jakieś tajne dokumenty poświadczające, że Ty to Ty, że mówisz prawdę, że przedstawisz dowody jakichś przekrętów których się dopuścili w Brooklynie, nie wiem…Nie wiem jak można udowodnić, że nie jest się frustratem, żałosnym i rozgoryczonym, i tak cokolwiek powie wykluczony czy ten, który dobrowolnie opuścił ,,jedynozbawczą organizację” to mu nie uwierzą. Może ci ludzie po prostu ,,nie zbliżają się do światła”, bo nie chcą znać prawdy? Tak im dobrze, a ,,odstępcy” tylko niepotrzebnie burzą ich spokój, który sobie wypracowanymi godzinami zbudowali?
      Moim zdaniem trzeba pisać, trzeba im nawet głosić prawdziwą Ewangelię i prawdziwego Jezusa kiedy tylko można, żeby się nawrócili. Absolutnie nie pochwalam odnoszenia się do śJ w sposób nie kulturalny, obraźliwy, uwłaczający godności ludzi, którzy zostali zmanipulowani, którzy są zindoktrynizowani nie zdając sobie nawet z tego sprawy. W komentarzach często można spotkać obraźliwe wpisy kierowane bezpośrednio do drugich owiec. Skąd to się bierze to nie wiem, ale naprawdę wygląda to jak fala nienawiści. Ludzie się wzajemnie nakręcają i ślą takie epitety jak by śJ zrobili im osobiście jakąś krzywdę. A potem nie ma się co dziwić, że są napadani i z każdej strony atakowani, jednym słowem rośnie nienawiść wobec nich, a przecież to tacy sali ludzie jak inni. Dlaczego tylko nikły procent komentarzy dotyczy merytorycznej rozmowy na tematy nauk,Biblii…a reszta to zwykłe personalne ataki na śJ? Czy można przez to rozumieć, że inne wyznania są dobre i nic złego w ich naukach nie znajdziemy, że wyznawcy innych religii siedząc cicho są prawie, że doskonali? Dlaczego wciąż tworzy się np. na Y.T. filmy o śJ a o innych religiach jest cicho? Jednym słowem dlaczego wciąż rozmawiamy o w sumie małej garstce ludzi, a przecież już wszystko zostało powiedziane,chcę przez to powiedzieć, że śJ są wciąż na celowniku, cały czas uwaga skupia się na nich a przez to jest odwracana od innych wyznań i ich błędów z KRzK na czele. Może wciąż atakując śJ czują się lepsi, wierzą że to oni są tą prawdziwą religią a śJ nie skoro to ich wszyscy atakują…Piszę o tym ponieważ jestem zszokowany tą napaścią w Poznaniu, i nie interesują mnie próby usprawiedliwiania takiego czynu tym, że to może dlatego zrobił bo go wykluczyli, itp. Ludzie, w jakich czasach my żyjemy? Przypomina mi to napad na Biuro poselskie PiS-u szaleńca, akurat wtedy gdy opinia społeczna atakowała PiS.Tworzy się jakaś spirala nienawiści i prosiłbym aby już więcej nie odnosić się do śJ w jakikolwiek sposób, który by im ubliżał.
      Tymczasem czytam tutaj:
      ,,Mamy przykład jak TS wyprało rozum tej kobiecie na błędnej interpretacji z wersu Dziejów Apostolskich”.
      To znaczy, że jest głupia i nic biedna nie rozumie (rozumiem sarkazm),ale można chyba stonować wypowiedź.Po co takie wypowiedzi mające na celu poniżenie innego a wywyższenie siebie i swoich wierzeń?Nie potrzebne.
      Pozdrawiam.

      Polubienie

      1. Witam Paweł
        Powiem Ci tak na początek, nie wiedziałem, że nie możesz spać 🙂
        Oczywiście żartuję. Jak zawsze napisałeś merytorycznie i wnikliwie. Z prawdziwą przyjemnością się to czyta. Szkoda, że podobnych wypowiedzi jest tak mało a nie wierzę, że takich osób nie ma. Twoje komentarze czyta się z zainteresowaniem, bo nie ma w nich „wycieczek” osobistych do różnych osób. Wiem musiałeś zacytować przykładowe wypowiedzi które nie były merytoryczne ale rozumiem nie atakujesz tych osób i dobrze. Nie będę do tych wypowiedzi się odnosił tak postanowiłem. Zwrócę uwagę na inne które mnie zaintrygowały. Zaraz podam przykład a były takie dwie i je zauważyłem. To się nadaje na odrębne potraktowanie w poście i uważam, że naprawdę warto to zrobić. Nie o ten mi chodziło pod wywiadem, bo tam problemy są dwa i poruszę jeden a drugi musi poczekać, bo nie znalazłem odpowiedniego komentarza pod wywiadem. Za chwilę napisze o co mi chodzi tym o tym z pod wywiadu. Oto komentarz w pierwszej sprawie:
        „Przemek Raczek : …” wierzą szczerze w to co robią „..
        Powiem Panu, że boję się ludzi, którzy tak szczerze wierzą. Mogą być niebezpieczni i stwarzać zagrożenie dla innych, poddających te ich zasady wiary w wątpliwość. I to niezależnie od wyznawanej religii”.

        Z tym komentarzem się zgadzam, bo są to osoby których nie zabrał Gedeon „pili wodę nachyleni nie obserwując, co się wokół dzieje”. Tacy nie mają nic wspólnego z Berejczykami i nie sprawdzają niczego tylko ufają i to niestety na ślepo. Szkoda mi ich ale cóż zrobić jeśli nie sprawdzą tego co im powiedziano mogą tylko szkodzić i zupełnie nieświadomie lekceważyć to, że to co czynią jest niepożyteczne i szkodliwe.
        Innym problemem o którym czytałem a jest a to związane z nimi jest fakt następujący i myślę, że to zauważyłeś w swoim życiu. Czytałem komentarze na ten temat w stylu: „znam pewnego Świadka Jehowy i pracuję z nim. Dobre chłopisko ale zupełnie nie potrafi myśleć przy pracy i nie ma umiejętności znalezienia się w sytuacji kiedy trzeba coś w odpowiedniej chwili coś zrobić. Muszę myśleć za siebie i za niego”.
        Wiem o tym o znam w pewnym stopniu z własnych przeżyć. Takie kompletne jakieś wyjałowienie pracy umysłu i przestawienie się do wykonywania pewnych ustalonych czynności. Brak tzw. „pomyślunku” i to nie jest przykład jednostkowy. To jest problem wart zauważenia i głębszej analizy. Szkoda mi takich osób i ich postaw.
        Natomiast co do agresji zgadzam się z Tobą i nie ma usprawiedliwienia dla takich postaw. Dobrze jest tylko wiedzieć co powoduje jej pojawienie się i to bym chciał wiedzieć. Czy jednak to jest możliwe?
        Dzięki za pozdrowienia i nawzajem

        Polubienie

        1. Witam nocną porą 🙂 Spać ciężko jak się człowiek naczyta o szaleńcach, którzy wyrastają jak grzyby po deszczu. Praca na zmiany także wybija z rytmu, przeszło dwadzieścia pięć lat zmianowej pracy robi swoje. Ale powiedz co u Ciebie po tym wywiadzie. Jak ludzie reagują, posypały się listy i pytania? ŚJ to raczej się nie odzywają do ,,odstępcy”, chyba że wykluczeni?
          Nie liczyłbym, że dadzą wiarę Twoim słowom, są za bardzo skupieni na tym czego naucza CK i raczej żadne argumenty nie poskutkują natychmiastową zmianą, ale może z czasem.
          Myślą, że ktoś ich celowo odrywa od religii ku katolicyzmowi. Miałem taką rozmowę: ,,Nie po to wychodziłam z katolicyzmu, żeby teraz tam wracać. Co mi proponujesz w zamian. Tam przez 40 lat na kolanach kłaniałam się przed obrazami i nikt mi nie powiedział, że to jest złe i teraz miałabym opuścić religię dzięki której przejrzałam na oczy”?
          Powiem Ci, że w pierwszej chwili nie wiedziałem jakich argumentów użyć, wyglądała sytuacja na taką, że ja naprawdę chcę tą kobietę oszukać wg niej, i szukam tylko argumentów, żeby udowodnić jej błąd a dla niej było by to gorsze od śmierci. To jest takie właśnie myślenie-chcecie mnie odciągnąć od organizacji Jehowy i czystego wielbienia. I jak, nie miała w tej chwili racji patrząc z jej punktu widzenia?
          Każdy kto ocenia śJ i wyżywa się na nich, używa obelg i wszelkimi sposobami stara się ich zdyskredytować zwłaszcza w oczach innych nie ma pojęcia w jak wielkim jest błędzie. Właściwie to popełnia duży błąd używając takich argumentów.
          Pewne jest, że tylko znikomy ułamek byłych śJ wraca do KK. Po drugie gdy ktoś naprawdę chce im pomóc pokazać prawdę to niech nigdy nie zaczyna od kwestii krwi czy nauk, które mają zakodowane. ŚJ, tak jak opowiadają i piszą ci, którym udało się świadkom pomóc, trzeba ukazać organizację, która daleka jest od doskonałości a przede wszystkim docierać do nich na poziomie duchowym. Obraz Organizacji przeciwstawić obrazowi Pana Jezusa i wykazać z Biblią, że zaufanie położyli nie w Panu Jezusie a właśnie w ludzkich przywódcach, co jest zresztą zgodne z prawdą.
          Jeśli ktoś zaatakuje nauką o Trójcy albo wygarnie, że mają wyprane mózgi to już widzę jaki to efekt przyniesie.
          Wiem, że człowieka czasami aż ponosi na jakąś głupotę, którą czynią inni, ale trzeba się ugryźć w język żeby prawdę przekazać. Słyszałem jak niektórzy ,,rozmawiali” ze świadkami. Wywiązała się taka kłótnia, że kilka osób prawie się pobiło.
          Ktoś kto nie ma cierpliwości i spokoju niech lepiej da sobie spokój z przekonywaniem śJ. Tacy zaczynają rozmowę w miarę łagodnie a kończą wyzwiskami ,,bo mi nerwy puściły”.
          I jeszcze kwestia krwi. Niech się nie dziwią katolicy, którzy przecież nie przeszli takiej Szkoły Teokratycznej jak świadkowie, że oni są święcie przekonani, że czynią właściwie. I z ich punktu widzenia mają rację. Wystarczy się wczuć w ich położenie i wszystko staje się prostsze. Oni czytają ok.3,5 tys. stron rocznie, chodzą na zebrania gdzie to wszystko jest utrwalane, następnie dzielą się tą wiedzą z innymi. Czytając wersety z Dz.Ap. o powstrz. się od krwi nie mają szans aby pojąć, że to nie chodzi o ratowanie życia, ale o spożywanie (mówią, że spożywa także ten któremu przetoczą krew) a nie pojmują, że jest to przeszczep tkanki…Ale jak ich nauczono? Przekazano, że krew jest święta, że Pan Jezus oddał życie i Jego krew oczyszcza nas od grzechu. Następnie słyszą, że skoro krew jest tak ważna to musi coś w tym być więcej. Potem naucza się i przypomina werset: ,,Kto wytrwa ten będzie zbawiony” i koło się zamyka a świadek kojarzy to wszystko i ma spójną całość, że krwi, która jest tak ważna w oczach Boga nie można przyjąć. I dochodzi do absurdu, ponieważ teraz z kolei nawet nie zgodzą się na podanie dziecku krwi! Jeszcze reszta zboru naciska: ,,Nie gódź się na krew bo twoje dziecko nie zmartwychwstanie” i mamy tragedię. Ale to nie jest tragedia nasza, katolików tylko tej rodziny i tego dziecka.

          Możemy dać im do poczytania poniższy tekst:

          http://ajwrb.fm.interia.pl/about/index.html

          http://www.ajwrb.prv.pl/

          Czy ktoś może sobie zdawać sprawę z tego w jakim napięciu żyją codziennie ci ludzie? Co rusz się im wmawia, że wszystko dookoła jest złe, po co to, po co tamto, po co wyjazd z kolegami z pracy nad jezioro skoro to światusy, po co ci koledzy skoro oni nie wierzą w Jehowę itp. Są w swoim świecie a dookoła czai się zło, zwłaszcza odstępcy. A my jeszcze chcemy im po przyjacielsku dowalić i dowalają od głąbów (bo jak to durnie jedni nie rozumieją, że np. Bóg nie wymaga ofiar z dzieci,…) aż miło.
          Przez ,,dowalanie” im niczego się nie wskóra, ale rozumiem nerwusów, sam kiedyś o mało nie zwyzywałem pewnego agresywnego świadka, kto wie jak by się skończyło gdybym był nadal…przemilczę.
          Dlatego wszystko trzeba robić z umiarem i spokojem a nie na ,,chama”.
          Najpierw trzeba dysponować wiedzą biblijną i poczytać opracowania dostępne w internecie nt prowadzenia rozmów ze śJ.
          Potem ,,tylko” trzeba uzbroić się w cierpliwość i wskazać im na Pana Jezusa a nie organizację jako Odkupiciela, tylko umiejętnie ponieważ zdają sobie sprawę z okupu, ale nie potrafią połączyć tych spraw.
          Dla nich schronieniem jest organizacja ponieważ zawdzięczają jej wyjście z katolicyzmu, oraz Jehowa ponieważ CK przekręciło werset: ,,Każdy kto będzie wzywał imienia Jehowy ten będzie wybawiony”, zamiast ,,Każdy kto będzie wzywał imienia Pańskiego [czyli Jezusa] ten będzie wybawiony”, dlatego, że w Joela jest ten sam werset z tetragramem JHWH.
          Można wydrukować i pokazywać im ten artykuł:
          http://www.teologia.protestanci.org/artykuly/art77.php
          Pisałem do Ciebie a w rezultacie wyszło chyba, że do wszystkich czytających, ale jeśli pomoże to chociaż jednej osobie się otrząsnąć to nie będzie to wszystko na marne. Pozdrawiam.

          Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.