Równowaga w życiu

Słowo równowaga jest słowem pozytywnym w życiu człowieka. Często słyszymy o kimś zdanie aby podkreśli pozytywne cechy charakteru lub czyjeś właściwe zachowanie w różnych sytuacjach. Słyszymy: „to zrównoważony człowiek”, „zawsze zachowuje równowagę” – nie przesadza ani w jedną stronę ani w drugą. Od czego to zależy? Niewątpliwie to jest przyjemne usłyszeć taką opinię. Kiedy i dlaczego można tak powiedzieć? Zobaczmy jak to oceniają inni w różnych źródłach. Może z przynajmniej z niektórymi opiniami i wnioskami się zgodzimy. Oto one. Na początek w literaturze świadków Jehowy temat jest potraktowany specyficznie:

Potrzebna … jest równowaga. „Każda rzecz ma swój czas i każde przedsięwzięcie ma swój czas pod niebem” (Kazn. 3:1). Z pewnością obejmuje to troskę o nasze rodziny, nasze codzienne potrzeby, a może także obejmować odprężenie. Ale po prostu niedorzecznością byłoby zużywać cały czas na inne rzeczy, a zaniedbać to, od czego zależy życie wieczne w nowym porządku Bożym – w71/21

A jak wypadłoby u ciebie porównanie czasu, który spędzasz na rozrywce — powiedzmy na oglądaniu telewizji — z czasem spożytkowanym w tej bądź innej gałęzi służby dla Jehowy? Czy panuje w tym zakresie równowaga? – w79/10

A zatem w dzisiejszym świecie, dręczonym codziennie konfliktami między pojedynczymi osobami oraz między całymi narodami, naprawdę pożądani są ludzie usposobieni pokojowo. Znajdziesz ich w zborze prawdziwych chrześcijan. Oby „Bóg pokoju” udzielił ci swego świętego ducha. Wtedy zagoszczą w twoim sercu spokój, pogoda i równowaga wewnętrzna, uwolnisz się natomiast od napięć, sporów, wątpliwości i strachu – w86/4

Z bliższego zbadania ziemskiego życia i służby Jezusa Chrystusa można się bardzo wiele nauczyć. Pomyślmy o okazywanych przez niego przymiotach, takich jak: miłość, współczucie, życzliwość, siła, równowaga, rozsądek, pokora, odwaga i bezinteresowność -w15.11.1998

Musimy przejawiać równowagę w tym, w jaki sposób i w jakim stopniu okazujemy innym szacunek -w3.17.2017

Ciekawe w traktowaniu innych z szacunkiem trzeba zachować równowagę i to jest przymus. Dlaczego?

  • wg PWN równowaga
  • 1. «naturalny stan żywego organizmu, jego właściwe położenie w przestrzeni»
  • 2. «spokój, opanowanie»
  • 3. «stabilny układ przeciwstawnych sił, wartości»
  • 4. «stan ciała, w którym działające na nie siły wzajemnie się znoszą, a więc nie powodują ruchu»

Najciekawsze jest tu spokój opanowanie. Czy osoby zaangażowane religijnie potrafią zachować równowagę a niezaangażowani religijnie nie?

7 sposobów na wprowadzenie równowagi we własnym życiu

Blog jest na temat rozwoju osobistego, życia. O tym, czym są zmiany w życiu i jak odnaleźć swoją drogę. O poszukiwaniu bogactwa materialnego i duchowego.

Skuteczność takich metod zależy od różnych czynników:
• od tego jaką masz osobowość;
• czy kiedykolwiek wcześniej dbałeś o swoją równowagę i harmonię, czy tez zaczynasz świadomie właśnie teraz;
• czy stosujesz się już do jakichś zaleceń typu, „Więcej snu, mniej stresu, proszę zwolnić i zadbać o siebie”
• czy jesteś w sytuacji przymusowej, czyli musisz coś zrobić, aby odzyskać równowagę na przykład pomiędzy pracą a zdrowiem;
• jak dalece zatracona została równowaga, czyli z jak głębokiego „odchylenia” chcesz odzyskać równowagę albo inaczej z jak głębokiego dna chcesz się odbić, gdzie trzeba było spaść, żeby dopiero zobaczyć jak wygląda sytuacja i CHCIEĆ ją zmienić;
• czy Twojemu życiu coś zagraża – to jest „najłatwiejsza” sytuacja aby się za siebie zabrać, ponieważ motywacja sięga zenitu.

https://justynaliber.natemat.pl/115053,7-sposobow-na-wprowadzenie-rownowagi-we-wlasnym-zyciu

Osoby niezaangażowanie religijnie mogą cenić dbałość o zachowanie równowagi jak opisano powyżej. Osoby religijne mogą mieć wyrzuty sumienia, że za mało czasu poświęcają na sprawy nazwijmy Boże? Poświęcający czas na sprawy Boże wg wskazań przywódców mogą zaniedbać swoje sprawy. Gdzie tu jest równowaga? Świadkowie Jehowy są uczeni bardzo dużego zaangażowania religijnego co może wiązać się z zaniedbywaniem swoich spraw i rodzinnych. Równowaga wg ich ciała kierowniczego to umiejętność jak największego poświecenia swego życia i czasy na sprawy Jehowy. Czy to jest równowaga?

Koło równowagi w życiu

Przygotowaliśmy dla Ciebie narzędzie, które pomoże Ci zobaczyć jak wygląda Twoje życie w różnych obszarach. Sam określisz poziom satysfakcji w poszczególnych sferach. To pozwoli Ci zobaczyć jak pełne jest Twoje życie.

http://gajterapii.pl/kolo-rownowagi-w-zyciu/

Równowaga to jest całokształt życia w którym wszystko ma swoje miejsce. To jest bardzo trudne ale możliwe. Pomyśl Bóg istnieje wiecznie a ludzie podobno kilkadziesiąt lat a mimo wg wskazań religijnych ma On od nich wymagać poświęcania na Jego sprawy ogromną ilość czasu. Czy tak? Czy to jest równowaga? A jak się kończy jej brak? Myślę, że wiesz.

Uwaga: Od dnia 15 kwietnia 2019 roku planuje zaprzestać prowadzenia bloga. Podam jeszcze bliższe informacje na ten temat.

Reklamy

25 myśli na temat “Równowaga w życiu

  1. Witaj Andrzeju!

    Piszesz o równowadze i czasami zastanawiam się, czy Ty Andrzeju sam potrafisz zachować równowagę, gdyż wiem ilu osobom pomagasz i wiem również, że brakuje Tobie czasu na odpoczynek i wiele różnych spraw osobistych, które masz do załatwienia. Piszesz artykuły i powołujesz się na czasopisma Świadków Jehowy, które często udzielają świetnych rad i pouczają innych jak żyć, a kiedy dochodzi do poważnego konfliktu z którymś ze członków tej organizacji, to zupełnie nie biorą tych rad pod uwagę i każą czekać do Nowego Świata ze sprawą, która komuś nie daje spokoju wewnętrznego i powoduje myśli samobójcze. W moim przypadku starszy zboru powiedział, że on nie może przyznać się do błędów, które popełnił komitet sądowniczy, gdyż inni członkowie zboru straciliby do nich zaufanie. Jeżeli więc zaufanie polega jedynie na ślepym posłuszeństwie i nie prowadzeniu szczerych i otwartych dyskusji, to ja nie chcę przebywać wśród ludzi, których nie interesują fakty i dowody tylko nakazują myśleć tak, jak oni myślą.

    Ja czasami mam problem, czy mogę Ciebie jeszcze prosić o pomoc i przyjazd, byś mi pomagał w sprawach, z którymi sobie nie radzę, a jednocześnie wiem, że niewiele jest takich osób, które tak dobrze rozumieją, jak pomagać i jak nie pozwalać, by instytucje ustanowione do pomocy, szkodzą i nie wnikają w przyczyny problemów.

    Jestem Tobie Andrzeju bardzo wdzięczna, że po raz kolejny przyjechałeś, by towarzyszyć mi w trudnych momentach mojego życia. Bardzo to sobie cenię i podziwiam za to, że potrafisz okazywać zrozumienie nie tylko mnie, ale też innym osobom, które potrzebują przede wszystkim zrozumienia i wsparcia w postaci konkretnych, zdecydowanych działań. Cieszę się, że zostałeś sędzią pokoju Krajowego Sądu Obywatelskiego, by swoją osobą być tam, gdzie takie wsparcie jest potrzebne. Wiem, że sam doznałeś w życiu wielu upokorzeń ze strony osób, które wmawiają innym, że kochają swoich współwyznawców i pomagają resocjalizować ludzi, którzy byli ‚na dnie’. Świadkowie Jehowy piszą w Strażnicy, że:- ” Publikowanie Strażnicy wchodzi w zakres ogólnoświatowej biblijnej działalności edukacyjnej”, a tymczasem ja i Ty Andrzeju dobrze wiemy na czym ta ‚edukacyjna’ działalność polega. Pod filmami, które ukazują się na youtube, członkowie Świadków Jehowy, jak i byli członkowie tej organizacji religijnej niejednokrotnie dają wyraz swoim przeżyciom oraz odczuciom, których doświadczają. Jednak nasze Państwo nie jest zainteresowane ostracyzmem, którego doświadczamy tylko z tego powody, że nie godzimy się być ‚marionetkami’ w ‚rękach’ ludzi, dla których rzeczą najważniejszą jest sprawa autorytetu ich samych oraz „niewolnika” czyli Ciała Kierowniczego, jak sami siebie nazwali i oczekują, że przestaniemy myśleć samodzielnie i będziemy spełniać ich cele, oczekiwania, będziemy im bezgranicznie ufać nie sprawdzając żadnych dowodów oraz na ślepo za nimi podążać. Jeżeli ich edukacja polega na takim sposobie myślenia jak to powiedział jeden ze starszych zboru, cytuję: – ” zbór nie jest miejscem otwartych dyskusji na temat różnych idei pochodzących z różnych religii i filozofii oraz nauki wszystkiego, bo my otrzymujemy pokarm od Bożej organizacji… to nie jest tolerowane w zborze wyjaśniać…” a za ” Tak czy inaczej, dzieliłeś się swoimi poglądami” za dzielenie się swoimi poglądami wyklucza się członków tej organizacji, gdyż starszych zboru, którzy są zdania, że cytuję: „Jehowa szkoli nas przez swoją widzialną organizację, używa Ciała Kierowniczego, wiernego i roztropnego niewolnika. Wszyscy oddaliśmy się Jehowie i powiedzieliśmy, że będziemy posłuszni wiernemu i roztropnemu niewolnikowi, zaakceptujemy jego nauki, być posłusznym temu, czego naucza wierny i roztropny niewolnik, uczy nas z Bożego Słowa Biblii, oto problem nad jakim dziś dyskutujemy”. to sama dyskusja na takie tematy jest powodem do wykluczenia, a później unikana Cię przez członków rodziny i przyjaciół, to masz dwie alternatywy, podporządkować się i nie dyskutować, albo przestać używać swojego rozumu, zmysłu i intelektu, którym nas Bóg obdarzył i wyrzec się swoich przekonań. Jeżeli uważają nas z tego powodu za głupców i chorych psychicznie, to ich problem, a ja będę działać z myślą o sobie i innych, gdyż nie potrafię biernie przyglądać się temu, jak wiele osób zostało skrzywdzonych w tej organizacji, która udziela .

    Niech Czytelnicy posłuchają jak wygląda udzielanie „pomocy” współwyznawcy, który przestał chodzić na zebrania z konkretnych powodów.

    Przed chwilą zawiadomiłam media i będą pod telefonem, gdyby się coś działo w wiadomej Tobie sprawie.

    Jeszcze raz bardzo Tobie Andrzeju dziękuję za podtrzymywanie mnie na duchu i praktyczną pomoc w czasie udręki.

    Bardzo wdzięczna Danuta Kubik

    Polubienie

    1. Dla zainteresowanych – uważam, że ciekawy artykuł:
      Patologiczny altruizm, czyli piekło brukowane dobrocią

      https://www.focus.pl/artykul/patologiczny-altruizm-czyli-pieklo-brukowane-dobrocia

      I tutaj m.in.czytamy:
      Najlepsza strona ludzkiej natury – zdolność do poświęcania się dla innych – ma też ciemną stronę. Naukowcy zajmujący się altruizmem wręcz mówią o jego patologii.

      STRONA GŁÓWNA
      ZDROWIE
      PATOLOGICZNY ALTRUIZM, CZYLI PIEKŁO BRUKOWANE DOBROCIĄ
      Patologiczny altruizm, czyli piekło brukowane dobrocią
      08.10.2018 | autor: Ewa Nieckułaewa-nieckula-46_s
      Udostępnij
      Najlepsza strona ludzkiej natury – zdolność do poświęcania się dla innych – ma też ciemną stronę. Naukowcy zajmujący się altruizmem wręcz mówią o jego patologii.

      Patologiczny altruizm, czyli piekło brukowane dobrocią
      Forum

      Altruizm może być niszczący. Bywa, że szkodzi zarówno osobie pomagającej, jak i tej, która tę pomoc otrzymuje. Co więcej, bezgraniczna bezinteresowność może być drogą na skróty do zaburzeń psychicznych, chociażby takich jak anoreksja, depresja czy współuzależnienie, które czasami staje się udziałem kobiet bitych przez mężów czy członków najbliższej rodziny alkoholików i narkomanów. Gdzie jest więc granica między dobrym a złym pomaganiem? „Robiąc coś dla innych ludzi, powinniśmy się interesować, czy rzeczywiście im pomogliśmy.

      STRONA GŁÓWNA
      ZDROWIE
      PATOLOGICZNY ALTRUIZM, CZYLI PIEKŁO BRUKOWANE DOBROCIĄ
      Patologiczny altruizm, czyli piekło brukowane dobrocią
      08.10.2018 | autor: Ewa Nieckułaewa-nieckula-46_s
      Udostępnij
      Najlepsza strona ludzkiej natury – zdolność do poświęcania się dla innych – ma też ciemną stronę. Naukowcy zajmujący się altruizmem wręcz mówią o jego patologii.

      Patologiczny altruizm, czyli piekło brukowane dobrocią
      Forum

      Altruizm może być niszczący. Bywa, że szkodzi zarówno osobie pomagającej, jak i tej, która tę pomoc otrzymuje. Co więcej, bezgraniczna bezinteresowność może być drogą na skróty do zaburzeń psychicznych, chociażby takich jak anoreksja, depresja czy współuzależnienie, które czasami staje się udziałem kobiet bitych przez mężów czy członków najbliższej rodziny alkoholików i narkomanów. Gdzie jest więc granica między dobrym a złym pomaganiem? „Robiąc coś dla innych ludzi, powinniśmy się interesować, czy rzeczywiście im pomogliśmy.

      Ważna jest obiektywna ocena skutków naszych działań. Żona alkoholika, która w przypływie współczucia daje mu kolejną butelkę wódki, z pewnością następstw swego czynu nie ocenia racjonalnie. Nie wszystkie jednak działania, które zaliczymy do ciemnej strony altruizmu, są tak oczywiste” – mówi „Focusowi” Barbara Oakley, współautorka wydanej właśnie w Stanach Zjednoczonych książki „Pathological Altruism” („Patologiczny altruizm”). Wśród przedstawianych przez nią postaci jest człowiek prowadzący we własnym mieszkaniu przytułek dla bezdomnych kotów, pracoholiczka, anorektyczka, terrorysta-samobójca, a nawet żołnierz, który po powrocie z wojny nie przestaje się obwiniać, że spośród kilku przyjaciół z oddziału przeżył tylko on.

      Altruizm zdefiniowany
      Altruizm zajmuje naukowców od czasów Darwina. Szczególnie w ostatnich latach bezinteresowne zachowania stały się modnym tematem badań psychologów, biologów, socjologów i neurologów. Zdolność do pomagania stanowi zagadkę w świecie rządzonym przez „kły i pazury”. Prawdziwie altruistyczni stajemy się, gdy świadczymy dobro komuś spoza własnej rodziny (czytaj: spoza własnej puli genowej) i nie możemy się spodziewać wzajemności. Każdy, kto ujmuje sobie, by zyskał inny (niespokrewniony osobnik), stawia się w kategorii przegranych w grze o biologiczny sukces. Ewolucja eliminuje gorzej przystosowanych – zgodnie z zasadami darwinizmu bezinteresowność nie ma racji bytu.

      Skąd więc bierze się to poczucie radości, odczuwane o wiele silniej, gdy dajemy niż wtedy, gdy jesteśmy obdarowywani? Kiedy widzimy żebraka, rośnie w nas napięcie. Stres ustępuje, gdy w wyciągniętą rękę wkładamy monetę. To jeden z dowodów, że człowiek jest istotą wybitnie nastawioną na współdziałanie. I jak górnolotnie twierdzą naukowcy badający zachowania: altruistyczny impuls, który nami kieruje, nie jest zwieńczeniem korony człowieczeństwa, ale podstawą, na której człowieczeństwo budujemy.

      Neurobiolog jednak bezinteresowny gest będzie widział w zupełnie innym świetle. I z łatwością dowiedzie, że altruizm jest tylko dobrze zamaskowanym egoizmem. „Radość z pomocy żebrakowi wynika z faktu, że podczas dawania rośnie w mózgu poziom neuroprzekaźników odpowiedzialnych za przyjemność. Tych samych, które uwalniają się na przykład podczas brania narkotyków. Akt pomocy zawiera element egoizmu” – mówi Barbara Oakley. Egoizmem przy pomaganiu innym kierują się także ludzie o narcystycznej osobowości. „Często nie mają innego sposobu, by zwrócić na siebie uwagę” – dodaje Oakley.

      Polubienie

    2. Kolejny artykuł który uważam za ciekawy:
      http://obiektywizm.pl/slow-wiecej-o-altruizmie/

      Broad potwierdza tezę Comte’a, że altruizm opiera się na obowiązku wobec innych, Fieser zasadę, że człowiek działający prawdziwie altruistycznie nie może odnosić korzyści ze swoich akcji, Moran stwierdza zaś krótko: altruizm to życie dla innych, a więc nie dla siebie samego.
      Co wynika z tych definicji? Czy potwierdzają powszechne przekonanie i bezrefleksyjnie przyjmowaną zasadę, zgodnie z którą altruizm to najwyższa cnota i synonim moralnego dobra?

      Altruizm − wbrew powszechnej opinii − to nie jest dobroczynność, filantropia, charytatywność, wspieranie słabszych, troska o ubogich ani wyciąganie ręki do potrzebujących. To nie jest zwykła ludzka życzliwość, pomaganie sąsiadom w przeprowadzce, pożyczenie pieniędzy przyjacielowi w potrzebie, kupienie prezentu żonie ani ściągnięcie małego kotka z najwyższej gałęzi drzewa. Wszystko to może się mieścić w dobrze pojętym racjonalnym interesie własnym, może nieść korzyści (materialne lub duchowe) obu stronom i przyczyniać się do tworzenia atmosfery naturalnej i niewymuszonej życzliwości i współpracy w społeczeństwie racjonalnych ludzi. Ale nie takie jest credo altruizmu. Głoszący altruizm podczepiają swoje idee pod działania, które większość ludzi − słusznie − uznaje za właściwe i pożyteczne, a później wypaczają ich znaczenie i mówią, że trzeba iść o krok dalej. Czym altruizm jest zatem w samej swojej istocie?

      Altruizm to sięgające najdawniejszych czasów przekonanie, że człowiek nie może i nie powinien być celem samym w sobie, a jest jedynie środkiem do celów innych. Oznacza to, że nikt nie ma prawa żyć sam dla siebie i dążyć do swojego własnego szczęścia, ale musi być traktowany jedynie jako trybik w wielkiej machinie służącej „czemuś innemuˮ. Czemu konkretnie musi służyć człowiek całym swoim życiem? To sprawa drugorzędna i altruiści wszystkich epok wynajdywali przeróżne cele: najważniejszy jest sam fakt służby „czemuś innemuˮ jako najwyższe powołanie. Człowiekiem mogą powodować różne motywacje − jeśli tylko nie jest to jego własne szczęście, ponieważ jego celem nie może być spełnienie na tym świecie, a jedynie samopoświęcenie. Doktryny altruistyczne oferowały i oferują różne racjonalizacje. Człowiek może być zobowiązany do poświęcenia siebie i swoich wartości na rzecz „większej sprawyˮ − „wyższego dobraˮ − przyszłych pokoleń − społeczeństwa − państwa − bogów − królów − narodu − rasy − klasy − demokracji… Szczegółowe uzasadnienia są nieważne. Liczy się to, że człowiek ma być traktowany jak zwierzę ofiarne − raz po raz składający w ofierze swój majątek, wolność, cele, marzenia, ambicje, zdrowie, a nawet życie, a przede wszystkim: swoje wartości − na ołtarzu wielkiego celu wyznaczonego przez altruistów. Cel nie jest tak ważny jak sam akt samopoświęcenia. Kiedy ustanawia się samopoświęcenie i składanie nieustannych ofiar jako wyznacznik moralności, trzyma się ludzi w szachu: jeśli człowiek chce żyć dla siebie i realizować swoje wartości, potępia się go jako niemoralnego i wzbudza się w nim poczucie winy za złamanie kodeksu moralnego altruizmu. Jeśli zaczyna żyć zgodnie z tym kodeksem i wyrzekać się tego, co dla niego najważniejsze, w imię „czegoś innegoˮ, powoli staje się wyzutym z wszelkich nadziei, aspiracji i chęci do życia osobnikiem, zaczyna odczuwać frustrację, że postępowanie zgodnie z zasadami wyznawanymi przez społeczeństwo nie przynosi mu szczęścia i spełnienia, ale powoli go niszczy. Taki człowiek nie sprzedaje nawet swojej duszy − rozmienia ją na drobne i rozdaje każdemu, kto zażąda, nic w zamian nie dostając. Nigdy nie poświęci dość, aby spełnić kryteria kodeksu moralnego altruizmu, a jego każda kolejna osobista ofiara będzie jedynie krokiem ku następnej, jeszcze większej, wciąż i wciąż, bez końca. Bo nigdy nie można poświęcić tyle, żeby uczynić zadość żądaniom altruistów − zawsze, tuż za rogiem, czeka kolejny „wielki celˮ, kolejny „problem społecznyˮ, który będzie wymagał dalszych poświęceń.

      Doktrynerzy altruizmu celowo próbują zaciemnić obraz sytuacji: łączą ze sobą jak najbardziej rozsądne działania leżące w dobrze pojętym interesie każdego człowieka i naturalne ludzkie odruchy życzliwości − z samopoświęceniem na rzecz ich ideologicznych celów. Grzmią przeciwko tym, którzy nie zgadzają się na bycie niewolnikiem wciąż poświęcającym się na ołtarzu nie swoich spraw, i nazywają takich ludzi niemoralnymi. Do jednego worka wrzucają ludzką życzliwość i chęć pomocy − z uznaniem człowieka za kozła ofiarnego. Ale tak naprawdę życzliwość i pomoc to nie jest domena altruistów. „Poświęcenieˮ, jakiego żądają altruiści, to zawsze poświęcenie wyższych wartości na rzecz niższych − albo na rzecz czegoś, co w ogóle nie jest dla człowieka wartością. Jeśli ktoś rezygnuje z kupienia sobie nowego telewizora albo roweru, albo biletu na wycieczkę zagraniczną, aby wesprzeć pieniędzmi przyjaciela, który znalazł się w finansowych tarapatach − to nie dokonuje samopoświęcenia i nie jest altruistą zgodnie z credo doktrynerów tej idei, ponieważ przyjaciel stanowi dla niego wyższą wartość niż to, z czego zrezygnował. Jeśli ktoś decyduje się pomóc koledze w przygotowaniach do egzaminu zamiast wybrać się na imprezę; spędzić czas ze swoim dzieckiem zamiast pójść do kina; przeznaczyć pieniądze na fundację leczącą chorych na raka zamiast kupić kabriolet − to nie dlatego, że „należy do ludzkościˮ, nie dlatego, że „poświęca swoich prawa i indywidualizmˮ, nie „czyni tego ze względu na obowiązki wobec współczesnychˮ ani nie „żyje dla innychˮ [jak chciałby Comte]. Robi to, ponieważ w swojej własnej, indywidualnej, „egoistycznejˮ hierarchii wartości ceni tego kolegę − albo swoje dziecko − albo osoby zmagające się z rakiem − wyżej niż imprezę, kino czy kabriolet. Doktrynerzy altruizmu chcieliby, aby wszelka pomoc jednego człowieka względem drugiego wynikała z przymusu (zewnętrznego lub wewnętrznego) − a nie z dobrowolnej decyzji osoby, której dane działanie również przyniesie korzyść. Nawet jeśli ta korzyść nie będzie materialna i przeliczalna na pieniądze, ale będzie duchowej bądź psychicznej natury.

      Zwierzę ofiarne wykrwawiające się na ołtarzu „czegoś innegoˮ niż ono samo − oto wizja człowieka, jaką przedstawiają altruiści. A tam, gdzie ktoś się poświęca − muszą być też ci, na rzecz których się poświęca; tam, gdzie ktoś składa ofiarę − muszą być ci, którzy zbierają te ofiary. Beneficjenci altruizmu − ludzie głoszący społeczeństwu konieczność poświęcenia własnego „jaˮ na rzecz kolektywu − na dłuższą metę również stracą na przekształceniu ludzi w zwierzęta ofiarne (rozwinięcie tego tematu przekracza możliwości tak krótkiego tekstu), ale to ich nie obchodzi: interesuje ich to, że stworzyli społeczeństwo niewolników i ich nadzorców, sług i władców, ofiar i katów. I to oni chcą być nadzorcami, władcami i katami, a ułudna satysfakcja sprawowania kontroli nad „rządem duszˮ zastępuje im szacunek do samego siebie, własne ambicje i szczęście, którego wyrzekli się na rzecz władzy.

      Kim są owi beneficjenci altruizmu? To wszyscy ci, którzy nie chcą i nie potrafią żyć i działać samodzielnie, niezależnie, dla siebie, a z innymi ludźmi wchodzić w uczciwe, obopólnie korzystne relacje. To duchowe i materialne pasożyty, które egzystują tylko dzięki temu, że mają na kim pasożytować. Wysysają siły życiowe ze swoich ofiar − za pomocą głoszenia fałszywych ideologii, oszustwa, manipulacji, a często po prostu sprawowania rządów brutalnej siły − i odbierają im owoce ich wysiłków. Człowiek taki może być pasożytem na małą skalę − jak ludzie całe życie liczący na innych i żyjący z państwowych zasiłków czy zapomóg, mimo że mogliby podjąć pracę − albo na wielką skalę − jak politycy, państwowi biurokraci czy biznesmeni nietworzący wartości na wolnym rynku, ale egzystujący wyłącznie dzięki państwowym subsydiom i układom z rządem.

      Reszta artykule.
      Przypomina mi to obraz organizacji swiadkow Jehowy gdzie możemy wpaść z deszczu pod rynnę – i to o czym pisałam wcześniej – toksyczna pomoc na rzecz wiecznie potrzebujących bądź zwyczajnie potrzebujących w dodatku stosując manipulację poprzez wzbudzanie poczucia winy , litości i szantażu emocjonalnego.

      Polubienie

    3. Danuto, w pełni podzielam Twój komentarz. Andrzej prawdziwe i uczciwie i rzetelnie pomaga swym bilźnim. Nie zawsze może się to podobać innym. Każdy człowiek chciałby być traktowany z godnością i szacunkiem. Niestety w dzisiejszym świecie jest to pobożne życzenie. W sumie historia potwierdza to pobożne życzenie. Też przechodzisz różne problemy, żeby tylko.., lecz właśnie tacy ludzie jak Andrzej wyciągają nie tylko pomocną dłoń, ale nade wszystko okazuje swemu bilźniemu serce. Taka postawa w tym świecie niemile jest widziana. Oczywiście wiele się na ten temat mówi, lecz mało robi. Serdecznie pozdrawiam yoho7

      Polubione przez 1 osoba

      1. Odniosę się do tekstu:
        „Każdy człowiek chciałby być traktowany z godnością i szacunkiem”.

        Doprawdy???
        Jest to pytanie retoryczne.

        https://jedrusiowy.wordpress.com/2019/02/12/swiadkowie-jehowy-mieli-byc-sola-ziemi-wg-ck/

        „Taka postawa w tym świecie niemile jest widziana”.

        Odpowiadam:
        Taka postawa jest przez wielu rozsądnych ludzi, w tym psychologów postrzegana jako toksyczna pomoc.
        Poza tym też byłam świadkiem takiej „pomocy” – autor artykułu wie o czym piszę….. (to była chora sytuacja) i już wówczas wyraziłam swoje zadanie na ten temat.

        Osoby wiecznie potrzebujace potrafią zniewolic drugiego człowieka, nie potrafią albo nie chcą usamodzielnic się co prowadzi do wielu zaburzeń a toksyczna pomoc pomaga tkwić w chorobie.

        Polubienie

      2. Witaj yoho7!

        Dziękuję za pozdrowienia i wyrażenia swojego zdania na temat tego, co robi Andrzej i zrozumienia dla moich problemów. Nie wiem kim jesteś i co o mnie wiesz, ale miło mi, że o mnie wspominasz.

        Myślę podobnie ja Ty, że Andrzej prawdziwe i uczciwie i rzetelnie pomaga swym bliźnim. To, co zrobił dla mnie Andrzej miało dla mnie duże znaczenie, gdyż nikt z nas nie spodziewał się w organizacji Świadków Jehowy tak niesprawiedliwego traktowania, które spowodowało w moim umyśle duże zachwiania. Potrzebowałam kogoś, kto mi uwierzy i potwierdzi, że nie tylko ja przechodziłam takie nieludzkie traktowanie. Potrzebowałam potwierdzenia, że kogoś to interesuje, dlaczego podejmujemy takie działania, by osoby które krzywdzą innych ponosiły konsekwencje swojego czynu, by zrozumiały, że to boli i odbiera to, czego potrzebuje każdy człowiek, tak jak napisałeś, że chciałby być traktowany z godnością i szacunkiem. A szacunek dla drugiego człowieka okazuje się wówczas, gdy mamy możliwość mówienia szczerze i otwarcie, co nas boli, co rani i co sprawia przyjemność. W literaturze Świadków Jehowy czytałam wiele budujących rzeczy, lecz w praktyce zabraniano mi to stosować. Wówczas powstawał we mnie chaos. Właśnie tacy ludzie jak Andrzej, który niejednokrotnie wyciągał do mnie pomocną dłoń i mówił – ‚dasz radę’, ‚poradzisz sobie’, co pozwalało mi odważnie stawiać czoła kolejnym trudnym zadaniom i walczyć o swoje prawa, gdy inni próbowali je naruszać. Mimo, że w sądzie przegrałam batalię o prawdę, jednak wiem jakie błędy popełniłam i wiem, że dzięki temu zaczęłam doceniać siebie i tych, którzy mi towarzyszyli w walce, która jeszcze się nie zakończyła.

        Wiem, że jak się jest na ‚wojnie’, trudno jest zachować równowagę. Mnie też się nie udało osiągnąć wyznaczonego celu, jednak w między czasie poznałam nieliczne jednostki, z którymi utrzymuję stałe kontakty i uczę się wyciągać wnioski z popełnionych błędów i braku zachowania równowagi w życiu. Teraz łatwiej przychodzi mi stanowczo mówić to co myślę i czuję, gdyż pozwalanie innym, by działali na naszą niekorzyść szkodzi obu stronom. Myślę, że Andrzejowi musi być bardzo przykro, że za pomocną dłoń, którą wyciągał zarówno do mnie, jak i do innych tutaj na tym blogu i pod filmami spotkał się z krytyką pani Agnieszki, Mańka, bo nie było to po ich myśli i mieli inny punkt widzenia. Jednak ja jestem bardzo wdzięczna za okazywaną mi praktyczną pomoc i jak piszesz okazywanie serca swojemu bliźniemu w potrzebie.
        Pozdrawiam Ciebie yoho7 i Andrzeja oraz innych Czytelników tego bloga, którzy doceniają wysiłki Andrzeja oraz praktyczną pomoc, której udziela mnie i innym potrzebującym.

        Wdzięczna Danuta

        Polubienie

    4. https://jedrusiowy.wordpress.com/2019/03/18/podstawy-mojej-decyzji-w-sprawie-bloga/

      Pani też straciła równowagę….. , nie ma pani za grosz godności – to jest pasozytnictwo z pani strony!
      Pisze pani :
      „Ja czasami mam problem, czy mogę Ciebie jeszcze prosić o pomoc i przyjazd, byś mi pomagał w sprawach, z którymi sobie nie radzę,…..”.

      Osoba która faktycznie ma problem aby prosić o pomoc – zwyczajnie o tę pomoc nie prosi w dodatku wiedząc, że Andrzej ma swoje dzieci , wnuczke.
      Za to nie ma pani problemu aby wyciągać pieniądze od innych na pani prywatne sprawy sądowe!
      Robi pani z siebie całe życie ofiarę losu żerując na innych poprzez wzbudzanie litości – manipulację.

      Polubienie

  2. Pozwolę sobie na jeszcze jedną refleksję która przyszła mi do głowy.

    Fragment artykułu:
    „Często słyszymy o kimś zdanie aby podkreśli pozytywne cechy charakteru lub czyjeś właściwe zachowanie w różnych sytuacjach. Słyszymy: „to zrównoważony człowiek”, 

    «spokój, opanowanie»

    Napiszę o biblijnym bohaterze – Jezusie (recenzuje książkę jaką jest Biblia)

    Jezus bywa stanowczy, porywczy, impulsywny, skłonny do uniesień.
    Dlaczego tak twierdzę?
    Jezus zgromił Piotra słowami: «Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie (Marka 8 :33).
    Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo myślisz nie na sposób Boży, lecz na ludzki – Mateusza 16:23

    Kolejny przykład:
    13 Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. 14 W świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. 15 Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał.

    Gdyby dzisiaj jakiś naśladowa Jezusa tak uczynił, miałby sprawę w sądzie.
    Z pewnością w przedstawionych opisach zrównoważenia emocjonalnego nie ma.
    Rozumiem natomiast porywczosc w sytuacji obrony koniecznej , obrony kogoś bliskiego – działanie w afekcie i nie mam tutaj na myśli afektu patologicznego – działania, reakcji nieadekwatnej do przyczyny a nie nadstawianie drugiego policzka i stanie z założonymi rękoma jak przysłowiowa „sierotka Marysia” ; bądź porywczosc , niewybredne słowa w stosunku do np. pedofila, gwałciciela itp. tym bardziej jeżeli chodzi o naszą rodzinę, naszych bliskich i są to wg mnie naturalne emocje.

    Kiedyś spotkałam się również z chrzescijaninem który innych – nie chrzescijan wyzywal jak Jezus – plemię żmijowe.
    Wśród świadków Jehowy też takowych nie brakuje a straszenie armagedonem jest pychą i zuchwalstwem , stawianie siebie w roli sędziego.

    Polubienie

  3. Autor artykułu pisze:
    „Pomyśl Bóg istnieje wiecznie a ludzie podobno kilkadziesiąt lat a mimo wg wskazań religijnych ma On od nich wymagać poświęcania na Jego sprawy ogromną ilość czasu. Czy tak? Czy to jest równowaga? A jak się kończy jej brak? Myślę, że wiesz”.

    Uważam, że trochę nietrafny argument dla osób wierzących – życie po śmierci w niebie , czyścu , piekle bądź życie wieczne w przyszłości w raju na ziemi.

    Zrównoważony pogląd na pracęPrzebudźcie się! — 2002

    I tu fragment:

    Jakaż cudowna możliwość — cieszyć się wiecznotrwałym życiem, w którym nie brak sensownej, satysfakcjonującej pracy! Rzetelna ocena sytuacji może ujawnić, że powinniśmy jeszcze raz przeanalizować pewne aspekty wykonywanej obecnie pracy, by uniknąć niebezpieczeństw zagrażających naszym perspektywom na „rzeczywiste życie” — życie w Królestwie Bożym (1 Tymoteusza 6:19). Obyśmy zatem podczas pracy zawodowej oraz wszelkich innych zajęć okazywali szacunek Temu, który nas życiem obdarzył (Kolosan 3:23).

    [Ilustracje na stronach 8, 9]

    Pod panowaniem Królestwa Bożego ludzie będą mogli wykonywać bezpieczną i satysfakcjonującą pracę”.

    Nigdy więc nie zamartwiajcie się i nie mówcie: ‚Co będziemy jeść?’ albo: ‚Co będziemy pić?’, albo: ‚Co na siebie włożymy?’ (…) Wasz Ojciec niebiański wie, że wszystkich tych rzeczy potrzebujecie” (Mateusza 6:31, 32).

    Biblijny Jezus też poświęcał swoje życie na pracy cieśli ale przede wszystkim głosił – dawał przecież dobry przykład wg uczonych / teologów którzy sami pogrążyli się w „marnościach tego świata”.

    https://www.zycie-duchowe.pl/art-12471.nas-swoim-ubostwem-ubogacil.htm

    Wyrzeczenie się bogactwa może oznaczać realne wyzbycie się posiadanych dóbr, ale nie tylko i nie w każdym przypadku. Sprzedawanie majątków i rozdzielanie dóbr według potrzeby, o czym mówią Dzieje Apostolskie, było zasadniczo dość naiwnym i nierozsądnym postępowaniem, które szybko zaowocowało dotkliwą biedą i koniecznością inicjowania chociażby przez Pawła Apostoła zbiórek na rzecz głodujących braci w Jerozolimie. Bycie uczniem Chrystusa nie wyklucza zarządzania majątkami i pomnażania dóbr. Komunistyczno-pobożne mrzonki nie są tym, czego potrzebują głodni, spragnieni i nadzy tego świata. Potrzeba natomiast – o czym świadczy niezbicie obecna sytuacja w Polsce – ludzi zdolnych, przedsiębiorczych, umiejących organizować uczciwą pracę dla innych. Człowiek bogaty w dobra, a zarazem ubogi w duchu, czyli taki, który potrafi swoim bogactwem mądrze dzielić się z innymi, na przykład przez stwarzanie miejsc pracy, to skarb dla społeczeństwa. Czyż Boga nie można byłoby porównać do takiego idealnego menedżera? Do Niego należy wszystko, ale On niczego nie zatrzymuje dla siebie, ale daje to, co sam stworzył, w dzierżawę na bardzo korzystnych warunkach. Nieskończenie bogaty Bóg dzięki swojemu nieskończonemu ubóstwu stworzył człowieka, utrzymuje go w istnieniu i powołuje do życia wiecznego”.

    Moja refleksja (będę używać skrótów myślowych) – Bóg stworzył w dzierżawę i ostatnie zdanie.

    „Szkołą otwierania się na Boga, który ubogaca nas swoim ubóstwem jest Eucharystia. Ta obecność par excellence Boga pośród nas zadziwia prostotą znaków chleba i wina. A jeśli wciąż „nie czujemy” Eucharystii, to dzieje się tak być może dlatego, że tak naprawdę nie akceptujemy Bożego, nacechowanego ubóstwem sposobu bycia i działania. Być może podświadomie wypatrujemy jakiegoś idola, który by przyszedł, olśniewając nas swym krzykliwym blaskiem i bogactwem, i któremu w bałwochwalczym poczuciu niższości oddalibyśmy się w niewolę. Nie bez powodu największym grzechem w Biblii jest idolatria, czyli oddawanie czci idolom, których cechuje to, iż – w przeciwieństwie do Chrystusa – ogołacają nas swoim bogactwem”.

    Moja refleksja – niektórzy mają też swoich idoli – ludobójce Jehowe / Jahwe Hitler się umywa przy takim Bogu który w dodatku będzie wg niektórych religii męczył w wiecznym piekle) , Jezusa – glosiciela dobrej nowiny, glosiciela o swoim „pełnym milości” ojcu w niebiesiach.

    Swoją wypowiedź zakończę moim zdaniem mądrym cytatem – cytatem nie swojego idola lecz człowieka myślącego inaczej niż głosi religia , nie twierdzę też, że i ja podzielam wszystkie poglądy Richard’s Dowkins – na niektóre rzeczy sama nie znam odpowiedzi.

    „Biblia to instrukcja tworzenia wewnątrzgrupowej moralności, bardzo szczegółowa instrukcja z dokładnymi zaleceniami obejmującymi ludobójstwo, niewolnictwo i panowanie nad światem. Lecz Biblia nie jest zła ani z tego względu, ani nawet z powodu oczywistej gloryfikacji mordów, okrucieństwa i gwałtów. W wielu starożytnych dziełach mamy dokładnie to samo – w „Iliadzie”, w skandynawskich sagach, w syryjskich mitach i w inskrypcjach Majów. Tylko że nikt nam nie sprzedaje „Iliady” jako podręcznika moralności i tu właśnie tkwi problem. Biblia jest sprzedawana – i kupowana – jako księga, która ma mówić ludziom, jak żyć. I przynajmniej jak dotąd jest to największy bestseller wszech czasów”.

    Richard Dawkins – Bóg urojony

    Dlaczego jestem agnostykiem?
    Odpowiem też wg mnie mądrym cytatem:

    „Twierdzenie, że czegoś nie wiemy nie jest sposobem na uniknięcie pytania, lecz sposobem na uniknięcie błędnej odpowiedzi”.

    Polubienie

    1. P.S. Dzisiaj pojawił się na fb taki wpis – na stronie którą dodałam do obserwowanych.

      „Religia marnuje życia.
      Ludzie żyją w biedzie i cierpieniu wierząc, że otrzymają nagrodę w życiu pozagrobowym (ja dodam – bądź w życiu wiecznym w raju na ziemi w które to również wierzą protestanci – nie wiem czy wszytkie ugrupowania ale spotkałam się z ex- świadkami którzy wciąż tak wierzą a spotykają się też poza denominacja w grupach domowych bo tak wnioskują z biblii). Nie czują się odpowiedzialni za zmianę swoich losów, bo wierzą, że Bóg doprowadzi do sprawiedliwości, a wszystko dzieje się zgodnie z jego planem”.

      Koniec cytatu z moim wtrąceniem w nawiasie.

      Niektórzy bez religii – w sensie bez dominacji tak wierzą.
      Czy drażni mnie to kto jak wierzy – w sensie czy wierzy w życie pozagrobowe czy nie , raj na ziemi?
      Absolutnie nie. Natomiast jeżeli czyjas wiara wpływa na to , że rodzice nie dbają wystarczająco o swoje pociechy bo idąc w ślady Jezusa więcej głoszą niż pracują, propagują ubóstwo – bo Jezus przecież mercedesem nie jeździł ale biorą benefity z MOPSU – pieniędzy podatków – robotników / przedsiębiorców a nawet wśród nich antychrystów bo nie wierzących….. którzy przecież pogrążyli się w swoich marnościach – w dodatku mówiąc przy tym , że Bóg im błogosławi – to jest to nic innego jak hipokryzja i zupełny brak logiki.
      Uważam, że tacy rodzice nie powinni być rodzicami – nie dojrzali do roli ojca i matki.

      Czy religia marnuje życia? Nie do końca się z tym zgodzę, tak samo jak to nie koncerny tytoniowe marnują życie ludziom tylko sam człowiek marnuje swoje życie – zdrowie poprzez używki po które sam sięga pomimo ostrzeżeń. Czy obwinimy komputer , TV że zjadł nam dużo czasu a jednak nie potrafimy się z nim rozstać?
      Tak samo jak niektórzy całe życie będą obwiniać organizację – to dodajmy jeszcze proszę do tego Jehowe / Jahwe i Jezusa który już jak mówią źródła głosił w wieku 12 lat – przewodników duchowych nie poczuwając się do tego by wziąść odpowiedzialność za swoje życie.

      Polubienie

      1. Równowaga – hmmmm…..!

        http://www.centrumjp2.pl/wikijp2/index.php?title=Radykalizm_ewangeliczny

        Radykalizm ewangeliczny – postawa bardzo wyraźnego i całożyciowego przyjęcia wymagań Ewangelii, zwłaszcza tzw. rad ewangelicznych (ubóstwa, czystości i posłuszeństwa), i zdecydowanego wypełniania ich w życiu w duchu ofiary i wyrzeczenia. Wyznawcy Chrystusa od samych początków Kościoła pragnęli z całkowitym oddaniem wprowadzić w życie „Kazanie na Górze”, którego centrum stanowi proklamacja ośmiu błogosławieństw [1]; dla zachowania rad ewangelicznych [2]niektórzy łączyli się we wspólnoty. Wielu chrześcijan – w duchu radykalizmu ewangelicznego – mężnie dawało świadectwo swej wiary, ponosząc śmierć męczeńską. Ten sam radykalizm ewangeliczny prowadził wielu na drogę życia ascetycznego na pustyniach Egiptu, Palestyny i Syrii. Z czasem powstawały reguły życia pustynnego, wspólnotowego, zakonnego, które były zachętą i wzorem radykalnego życia Ewangelią.

        Wyznawcy Chrystusa nie powinni zapominać, że to sam Jezus stawia radykalne wymagania tym, którzy mają być Jego uczniami. Takie wymagania postawił młodemu człowiekowi [3] i pozwolił mu odejść w imię wolności, kiedy ten uznał wymagania Jezusa za zbyt trudne. Należy jednak pamiętać, że to nie wolność, lecz zniewolenie bogactwem nie pozwoliło mu pójść za Jezusem. Jezus pozwolił też odejść tym swoim uczniom, którzy mówili, że Jego mowa jest „trudna”; nie tylko nie „złagodził” swojego nauczania, ale zapytał pozostałych uczniów, czy i oni chcą odejść; wymowną odpowiedź dał Szymon Piotr: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego [4]. Ewangelia domaga się od wierzących w Chrystusa takiego radykalizmu w miłości, który nie pozwala na „paktowanie” z grzechem, który nie dopuszcza „szarej strefy” w dziedzinie moralnego postępowania. Wzywa, byśmy zerwali z grzechem, byśmy zerwali z okazją do grzechu. Wyraźnym tego przykładem jest ostre potępienie zgorszenia: kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza [5].

        To dwa fragmenty które wkleilam.

        Pytania retoryczne dla wierzących czytelników – prawdziwych chrzescijan:

        Komu i czemu Jezus dawał pierwszeństwo w swoim życiu?
        Jaki poziom życia propagował?

        Okazuje się, że i ja byłam kiedyś marną chrzescijanką…….

        Nie trzeba słuchać duchownych – wystarczy poczytać ewangelię i w razie czego powołać się na nią w sądzie jakby sąd chciał zabrać / pozbawić praw rodzicielskich takich fanatycznych rodziców – wyrok pewnie może być „niesprawiedliwy” bo prawda , prawo i sprawiedliwość jest przecież w biblii a nie w świeckim sądzie.

        Marsze dla Jezusa, marsze dla Polski – tylko ciekawe czy ci patrioci zostaną w Polsce i będą walczyć o Polskę narażając swoje życie w razie wojny czy pouciekaja , pochowaja się chroniąc swoje cztery litery?

        Polubienie

  4. Wpisując w wyszukiwarce – zrównoważony pogląd na pracę, wyświetla się kilka pozycji jw . org

    Między innymi czytamy :
    Lepszy wybór

    Starożytne przysłowie powiada, że „żywy pies jest w lepszej sytuacji niż martwy lew” (Kaznodziei 9:4). Nasuwa się więc pytanie: Czy praca warta jest tego, by poświęcić jej życie lub zdrowie? Niejeden człowiek ponownie przeanalizował swe warunki i znalazł sposób na to, by w rozsądnej mierze zaspokajać swoje potrzeby — jak również potrzeby rodziny, jeśli ją ma — a przy tym prowadzić szczęśliwe, sensowne życie.

    Istotnie, nieraz wymaga to skromności i ustalenia, co rzeczywiście jest konieczne, a co stanowi zachciankę. Osoby zabiegające o pozycję i prestiż nie biorą pod uwagę mniej atrakcyjnych ofert pracy, a tych, którzy się na nie decydują, uznają za głupców. Ale co jest naprawdę ważne w życiu? Czy ostatnio chociaż przez chwilę się nad tym zastanowiłeś?

    Koniec cytatu.

    Mam ogromny szacunek do każdej osoby która pracuje a nawet większy do osób które pracują fizycznie , sama kiedyś dorabialam w Polsce będąc na studiach jako hostessa w marketach – wybrałam studia i pracę dorywcza niż głoszenie, zebrania dlatego też byłam martwa duchowo 😉
    Kiedy wyjechałam do UK też na początku pracowałam fizycznie…… o czym już tutaj pisałam.

    Szkoda , że ck nie jest takie skromne a ludzie pracując w warunkach szkodliwych jakim jest np. sprzątanie (codzienny kontakt z detergentami) , praca w kurzu, w pyle też niszczy zdrowie – ale takich ludzi też potrzeba.
    Czytanie dużo książek i praca przy komputerze też ma swoje minusy ale nie narzekam.

    Co do rozsądnego przeanalizowania…… – przemilcze…..
    O swojej mamie już pisałam której „suszono głowę” by przestała pracować na cały etat lecz na pół a resztę poświęciła na głoszenie. Dzisiaj jadlaby kaszę szydłem albo jak mówi – byłaby ciężarem dla swoich dzieci.

    Różnorodne wypowiedzi na forum – jedna z nich :

    https://sjwp.pl/bylem-swiadkiem-nasze-historie/ogolny-jadlowstret-swiadkow-jehowy-do-regularnej-pracy/105/

    Szukają pracy,tylko podczas rozmów kwalifikacyjnych stawiają warunki,praca na jedną zmianę,dyspozycyjność owszem od 7-15 sobotę wolne niedziela zebranie w połowie tygodnia wcześniej muszą wyjść bo znowu zebranie a tak to oni poważnie traktują potrzebę podjęcia za trudnienia bo jak mówi biblia nie chcą być dla nikogo ciężarem,ALE sprawy duchowe są na miejscu pierwszym dla tego stawiają pracodawcom twarde warunki wierząc ,że Jehowa o nich zadba(mat 6;33)i tak to jest ,mam takiego nieroba w rodzinie i już się boję,że przejdzie na moje utrzymanie.Wiem co wtedy zrobię zostanę jawnym łodstępcom i zobaczę czy ten nawiedzony fanatyk będzie miał jakieś opory czy wykaże się chytrością węża by głosić na pohybel wszystkim przeciwnikom zazębiających się pokoleń ,przeciwnikom trolli w sygnetach.  Roszada pewnie znalazłby te epokowe rady jak szukać i nie dostać pracy.A łoni naprawdę chcą pracować,  choć do końca nie są tego pewni a jeść trzeba i dobrze mieć parę groszy w kieszeni,skąd to brać; rodzice emeryci lub stare ciotki łase na komplementy ,że są wspieraczami współczesnych Pawłów .Krew mnie zalewa gdy widzę taką postawę,a zwłaszcza jak wychodzisz ze skóry by pomóc a potem trzeba świecić oczami za nieroba.

    Koniec cytatu.

    U mojego męża w firmie tu w UK też pracował młody chłopak śJ jako pomocnik budowlany , mój mąż nie miał nic przeciwko , że w czwartki wychodził o godzinę wcześniej – miał godzinę odliczana bo stawki są za przepracowane godziny ale kiedy później potrzebował więcej zwolnień (może na głoszenie – mój mąż nie wnikal) , to zwyczajnie powiedział : „chłopie albo Ty do pracy przyszedłeś albo sobie wakacje urządzasz”. I po robocie…..

    Jacy Ci pracodawcy „bezduszni”….

    Polubienie

    1. Dla zainteresowanych do poczytania w innym wątku:

      Dokładnie tak to ma działać na dzieci, wykształcenie mają postrzegać jako coś złego.
      Obrazy działają na dorosłych, a co dopiero na dzieci tu działają ze zwiększoną mocą.
      To ma wzbudzać totalną niechęć do kształcenia się.
      Głupkami łatwiej się steruje, jak ludźmi myślącymi.
      I zadającymi logiczne pytania.

      U mnie obserwuję i słyszę, że młode dziewczyny, zamiast kształcić się, szybko robią jakąś byle jaką szkołę z zawodem.
      Jakieś szybkie za mąż pójście, praca na pół etatu, bez większych ambicji.
      Najczęściej na czarno, sprzątanie lub coś w tym rodzaju.
      I służba pionierska jako najważniejszy cel w życiu.
      I tej korporacji właśnie o to chodzi.
      Osiąga swój cel, programując umysły dzieci od niemowlęctwa.
      To jest szokujące, ale dokładnie tak jest.

      Koniec cytatu

      Moje wtracenie – nie pochwalam treści – „głupkami łatwiej się steruje” aczkolwiek nie potrafię zrozumieć jak to jest, że są osoby (u mnie w zborze tak było) , że prowadziło nazwę to normalne życie – przynajmniej jeden z rodziców pracował na cały etat a inni pionierowali nie będąc ani pracownikami ani pracodawcami.
      Rozumiem też, że każdy z nas w jakiś sposób może być / jest podatny na manipulację ale są pewne granice. Czemu pani czy pan X nie poddal się presji a pani / pan Y owszem a gdzie odpowiedzialność rodzica , męża jako przecież głowy rodziny – żony?
      Dużo można pisać na ten temat…

      https://sjwp.pl/informacje-prosto-z-kanalu/piotrus-i-zosia-czyli-znow-propaganda/msg180088/?PHPSESSID=ki6o0ieovfofacvk6aa876drd4#new

      Ktoś wcześniej jeszcze napisał:

      „Ale najgorsze jest te manipulowanie Bogiem, wykorzystywanie Go do swoich własnych spraw”.

      A ja osobiście uważam, że wczytujac się w Biblię to sam biblijny Bóg stosuje szantaż emocjonalny i manipulację.
      Zatem uważam, że nawet ex-swiadkowie ale wciąż wierni Jehowie winni „zaskarżyć” najpierw swojego Boga bądź mieć pretensje do samych siebie.
      Czemu zazwyczaj nie sądzimy się z swoimi rodzicami – tymi którzy nas zmuszali , wywierali presję, stosowali szantaż emocjonalny a procesujemy się z obcymi ludźmi – nie z rodziną?

      Niektórymi rodzinami świadków Jehowy uważam, że powinien się przyjrzeć social service i to nie tylko z powodu pedofilii czy bicia dzieci ale też innych czynników.

      Dziękuję za swoje wypowiedzi.

      Polubienie

      1. P.S. Paradoks – praca za najniższą krajową gdzie tam ; charytatywne deptanie i chodzenie nieraz od bloku do bloku po schodach z teczka cięższą niż tornister szkolny – w porządku.
        Tylko , że ja już na to wpadłam mając kiedyś 19 – 20 lat dlatego moja kariera glosicielki nie trwała długo – byłam zbuntowanym „aniołem”.

        Polubienie

  5. Bardzo dobry temat. RÓWNOWAGA. Okazuje się, że w pojęciu stricte „orga ck” termin ten jest nadużywany, aby zatrzeć wszelkie ślady jej absolutnego braku. Przez ok. 34 lata w tej „orga ck” słyszałem i widziałem nie jedno zachowanie które było jaskrawym zaprzeczeniem tegoż pojęcia. Nie inaczej mówi historia biblijna. Wręcz wyraźnie pokazuje i wykazuje jej brak u takich mężczyzn jak Samson, Dawid, Salomon, Saul, Joab, to tylko niektórzy. Takich ludzi było o wiele więcej. Zarówno opisani tzw. Starym jak i Nowym Testamencie. Na ogół każdy by chciał ją przejawiać, ale nie da się jej w 100% przejawiać 24 godz na dobę. Nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że jest inaczej, bo okazał by się wierutnym kłamcą. Korporacja „ck” jednak potrzebuje używać takich terminów i im podobnych by mieć pełną kontrolę nad umysłem swoich poddanych, czyli całym życiem, aż do śmierci. Byle by tylko zachować pełnię władzy nad rzędem dusz. Są przy tym tak drobiazgowi i skrupulatni wręcz tak biurokratyczni, że nie jedno biuro poselskie Polsce nie ma tak rozwiniętej biurokracji jak „orga ck” w Warwick w USA! Gdyby „oni” byli zrównoważeni nie było by tylu tragedii w ich „organizacji”! Czy „starsi zboru” powołując np sąd kapturowy wykazują zrównoważony pogląd na daną sprawę? Czy regulowanie każdej dziedziny życia innych świadków Jehowy jest etycznie moralna w pojęciu tego terminu „Równowaga”? Moja wiedza mówi, że ta granica nie istnieje, wziąwszy pod uwagę wydany przez nich Statut! Jeśli takiej granicy nie ma wg „orga ck” to znaczy, że jej nie przekroczyli, więc nadal dzierżą „teokratyczną władzę” w terminologi „Jehowa”! Takie jest moje zdanie i takie wnioski. Nikomu nie narzucam swoich poglądów. Serdecznie pozdrawiam yoho7

    Polubione przez 1 osoba

    1. Pozwolę odnieść się do treści.

      ‚Na ogół każdy by chciał ją przejawiać, ale nie da się jej w 100% przejawiać 24 godz na dobę. Nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że jest inaczej, bo okazał by się wierutnym kłamcą”.

      Ja z pewnością nie chciałabym przejawiać równowagi rozumianej w sensie wszystko po równo.
      Czy zatem Jezus miał zrównoważony pogląd na życie? Nie będę tego oceniać tak jak nie będę oceniać 12-letnich głosicieli.
      Ja mam inne priorytety w życiu niż Jezus.

      Doba ma 24 godziny.
      Praca na pół etatu to 4 godziny + 4 godziny na głoszenie o Jezusie i królestwie bożym = 8 godzin , mamy więc 50% na 50%.
      Dodajmy 8 godzin na sen = 16 godzin. Zostaje nam 8 godzin minus czas dojazdu do pracy i powrotu z pracy ale przy dobrej organizacji możemy głosić w tym czasie jeśli oczywiście nie korzystamy z własnego środka transportu – no chyba, że przez zestaw głośnomówiący zadzwonimy to i studium możemy nawet zaliczyć i więcej czasu zostaje nam później.
      Zakupy spożywcze możemy zrobić online i już czas zaoszczędzony.
      Przy dobrej organizacji możemy ugotować np. gulasz na kilka dni albo wegetariańskie leczo jak kto woli , można też mniej czasu spędzać na gotowaniu nie koniecznie kupując gotowce – dużo pomysłów kulinarnych można znaleźć w necie.
      Zostanie jeszcze czas na zabawę z dziećmi albo na pomocy dziecku w odrabianiu pracy domowej. Nawet i na TV znajdziemy czas.
      Jak mąż wspomoże w sprzątaniu to super a jak jesteś samotnie wychowująca matką to masz i tak mniej sprzątania 😉
      Da się? Ja uważam, że się da.
      Dla chcącego nic trudnego 🙂

      Bierzecie dobry przykład z grafiku Agnieszki 😉 Bóg doceni.

      Polubienie

    2. „Czy regulowanie każdej dziedziny życia innych świadków Jehowy jest etycznie moralna w pojęciu tego terminu „Równowaga”?

      Biblia też zawiera wiele różnych reguł – steruje ludźmi.
      Co czynił biblijny bohater Jehowa / Jahwe ? Czy był zrównoważony psychicznie?
      Moim zadaniem nie! I też nie byłoby tyle tragedii – jeśli wierzysz w Biblię jako Słowo Boże itp.
      Czy Jezus również nie próbował sterować ludźmi? – są to pytania retoryczne ponieważ ja odpowiedzi na nie nie potrzebuję.
      Jaką moralnością kierowal się biblijny Bóg ludobójca?
      Ja z pewnością nie pójdę drogą Jezusa i nie będę nadstawiac drugiego policzka itp.
      Jehowie też laurki nie wystawie.

      W fragmencie tym znajdziemy regulację….. ale zanim przeczytasz to czytelniku, spróbuj wyobrazić sobie , że to Ty żyjesz w tamtym czasie – w czasie biblijnego Mojżesza , Abrahama itd. i jeśli nie sprostasz tym regulacjom to….. – czytaj ST.

      https://jedrusiowy.wordpress.com/2018/05/03/utrata-rozsadku-w-zyciu-swiadkow-jehowy-i-innych/

      I tutaj wg mnie mądra treść:

      „Wraz ze wzrostem różnorodności amerykańskiego społeczeństwa, niebezpieczeństwo podziałów jest wyższe niż kiedykolwiek. A nie jesteśmy już chrześcijańskim narodem, przynajmniej nie tylko. Jesteśmy też narodem żydowskim, islamskim, buddyjskim, hinduistycznym i narodem niewierzących. I nawet, gdybyśmy byli tylko chrześcijanami i wykluczyli wszystkich innowierców ze społeczeństwa, to czyjego chrześcijaństwa uczylibyśmy w szkołach? Jamesa Dobsona czy Ala Sharptona? Które fragmenty Biblii kształtowałyby naszą politykę? Księga Kapłańska, która pochwala niewolnictwo i uważa jedzenie skorupiaków za nieczyste? Czy może Księga Powtórzonego Prawa, która nakazuje ukamienować wątpiące dziecko? A może Kazanie na Górze, fragment tak radykalny, że chyba nawet nasz Departament Obrony nie przetrwałby jego stosowania. Więc zanim damy się porwać, poczytajmy Biblię. Wiara nie czyta Biblii… Co prowadzi mnie do następnej kwestii. Demokracja wymaga, by ludzie religijni budowali postulaty w oparciu o wartości uniwersalne, a nie konkretnej religii. Mam na myśli to, że ich propozycje powinny być przedmiotem dyskusji i walki na argumenty. Mogę być niechętny aborcji z powodów religijnych. Ale jeśli chce jej zakazać, nie mogę odwoływać się wyłącznie do nauk Kościoła. Muszę wykazać, że narusza ona wartości ludzi o różnych poglądach, w tym niewierzących. Może to być trudne dla wierzących w nieomylność Biblii w tym dla wielu ewangelików, jednak w pluralistycznym społeczeństwie nie mamy wyboru. Polityka zależy od umiejętności działania na wspólnym polu. Wymaga kompromisu, szukania tego, co możliwe. Oczywiście, w pewnym stopniu religia nie pozwala na kompromis. Jest sztuką niemożliwego.
      Jeśli Bóg nakazuje, to spodziewa się wykonywania nakazów, niezależnie od konsekwencji. Opieranie życia na takich fundamentach może być szlachetne, jednak w polityce byłoby to niebezpieczne. Pozwólcie, że zobrazuję. Wszyscy znamy historię Abrahama i Izaaka. Abraham miał ofiarować Bogu swego jedynego syna. Zabiera go na szczyt góry i związuje. Ostrzy nóż, gotowy do wykonania Bożego rozkazu. Wiemy, jak to się skończyło.
      Bóg zsyła anioła, żeby powstrzymał Abrahama. Abraham zdał test lojalności. Jednak z pewnością każdy z nas wychodząc z kościoła i widząc Abrahama z nożem w ręku, bez wahania zadzwoniłby na policję i oczekiwał, że państwo pozbawi Abrahama praw rodzicielskich. Zrobilibyśmy to, bo nie słyszymy tego, co słyszy Abraham. I nie widzimy tego, co on. Jakkolwiek prawdziwe jest jego widzenie. Dlatego powinniśmy działać stosownie do rzeczy, które wszyscy widzimy – wspólnych praw i zdrowego rozsądku”.

      Ja również nie narzucam nikomu swoich poglądów w przeciwieństwie do Boga….. bądź urojen bohaterów książki pt. „Biblia”.

      Polubienie

  6. W artykule w jednym z podanych linków czytamy:
    „W załączonym pliku jest szablon koła równowagi w życiu. Wydrukuj je i zaznacz swój poziom satysfakcji w poszczególnych obszarach. Zobaczysz wtedy jak wygląda Twoje indywidualne koło równowagi w życiu. Jakie ono jest, kanciaste, nierówne, jak kleks, a może przypomina gwiazdę, czy jest bliższe okręgowi”.

    Kluczowe słowo – SZABLON RÓWNOWAGI.

    Zdecydowanie mam już dosyć szablonowego życia….. – życia wg wskazówek innych…..

    W innym artykule treść uważam, że godna uwagi.

    Życie jest złożone, ciekawe, czasem nieprzewidywalne.

    Dynamika naszego życia zmienia się w czasie, przyjmujemy różne role każdego dnia. Wyznaczamy sobie cele, realizujemy plany, rozwijamy się zawodowo, pracujemy, funkcjonujemy w związkach i rodzinach. Codzienność dostarcza wielu zadań i wyzwań, co może powodować presję i prowadzić do stresu oraz niespełnienia.

    Odczuwanie wewnętrznej harmonii to sprawa indywidualna, nie ma w tym przypadku, złotego środka, ani uniwersalnej recepty.

    Ważne, aby pamiętać, że priorytety zmieniają się na różnych etapach wędrówki życiowej, zatem zaangażowanie i ilość czasu zainwestowana w różne aspekty naszego życia będą zmienne. To co dla kogoś jest układem idealnym, w naszym przypadku nie będzie miało już zastosowania.

    Zatem czym właściwie jest harmonia – po czym ją poznać? Jak ułożyć swoje życie, aby czuć się spełnionym, szczęśliwym, a jednocześnie mieć wewnętrzne poczucie równowagi?

    Przede wszystkim, najważniejsza jesteś TY. To w jaki sposób układasz swoje życie prywatne i zawodowe powinno być zgodne z wyznawanym przez Ciebie systemem wartości. Z drugiej strony nosimy w sobie rozmaite wzorce kulturowe, społeczne i środowiskowe. Podlegamy różnym wpływom, ulegamy stereotypom, tworzymy w sobie różne przekonania. Czasem realizujemy w swoim życiu oczekiwania i pragnienia innych osób zapominając o sobie oraz własnych marzeniach. Porównujemy siebie do innych, oceniamy i krytykujemy samego siebie. W konsekwencji funkcjonujemy w życiu, z którym nie do końca się utożsamiamy i nie w pełni akceptujemy. Taki stan rzeczy może prowadzić do frustracji.

    Człowiek staje w życiu kilkakrotnie w obliczu ważnych wyborów i zadaje sobie pytania: w jaki sposób prowadzić swoją karierę zawodową, w jakim związku funkcjonować, kiedy założyć rodzinę, na którym etapie życia zdecydować się na dzieci.

    W kluczowych momentach warto zadać sobie pytania:
    Co jest dla Ciebie w danej chwili najważniejsze?
    Jakie wartości chcesz realizować w swoim życiu?
    Z jakiego powodu właśnie te, a nie inne?
    Jak dana decyzja wpłynie na inne aspekty Twojego życia?
    Na Twój związek, relacje, rodzinę, karierę, zdrowie?
    W jaki sposób dany wybór zmieni Twoje życie?
    Co zyskasz, z czego zrezygnujesz? Na ile jesteś gotowy na te zmiany?
    Jak będziesz się czuć w nowej sytuacji?
    Na ile zmieni się Twój poziom życiowej satysfakcji? W jaki sposób to zaobserwujesz?
    Świadomie podjęte decyzje oraz dojrzałe przyjęcie za nie odpowiedzialności to fundament zbilansowanego życia. Każdorazowo autonomiczny wybór nie powinien łączyć się z poczuciem straty, winy czy wyrzeczenia.
    Daj sobie zatem czas na wejrzenie we własne wnętrze. Porozmawiaj z samym sobą w pierwszej kolejności. Daj sobie przestrzeń na obserwację siebie w nowej sytuacji. Słuchaj swojej intuicji. Nie rezygnuj z siebie.
    TY i TYLKO TY wiesz, w jaki sposób powinno wyglądać Twoje życie, co jest dla Ciebie źródłem satysfakcji, co daje Ci poczucie równowagi.

    Źródło:
    https://sukcespisanyszminka.pl/jak-odzyskac-zyciowa-rownowage/
    Swoją wypowiedź zakończę takimi słowami.

    „Bądź sobą! Oryginał zawsze jest więcej wart niż kopia. Jeśli innym to nie odpowiada , trudno.
    Życie to coś więcej niż zadowalanie wszystkich wokół”.

    P.S. Pisząc wcześniej o zrównoważonym pogladzie na życie, z pewnością nie miałam na myśli szablonowego życia – życia w którym np. 50 % będziemy pracować a drugie 50 % odpoczywać; życia w którym taką samą radość będę odczuwala z gotowania i spełniania swoich pasji choć absolutnie nie wykluczam , że dla niektórych osób to gotowanie jest pasją. Każdy ma swoje priorytety w życiu – kiedy moje koleżanki rodziły i wychowywały dzieci (czasem nieplanowany scenariusz) ja w tym czasie wolałam pójść na studia , o małżeństwie wówczas nie myślałam, nie czułam takiej potrzeby, nie byłam gotowa… (choć presja ze strony mojego ojca była ogromna – nie uległam bo uważam , że taki wybór winien być świadomy i zgodny z naszym wnetrzem) , miałam inne priorytety w życiu co wyszło mi na dobre – bo tak chciałam, tak pragnęłam.
    Kiedy razem z moim mężem braliśmy ślub obydwoje byliśmy samodzielni , niezależni finansowo, przygotowani do wspólnego życia i pod względem materialnym i psychicznym. Jesteśmy również niestandardowym małżeństwem co nam odpowiada 🙂

    Polubienie

  7. Ciekawy moim zdaniem artykuł jaki znalazłam.

    https://www.hbrp.pl/b/work-life-balance—tu-nie-chodzi-o-rownowage/DQ725mbo?NO_COOKIES=1

    Work-life balance – tu nie chodzi o równowagę

    I tutaj punkt pierwszy :
    Dąż do efektywności – a nie równowagi- w relacji między pracą a życiem osobistym

    Określenie „równowaga między życiem zawodowym a prywatnym” może wskazywać, że ten, kto chce ją osiągnąć, czas między te przestrzenie powinien dzielić po równo. Catalyst, firma zajmująca się badaniem funkcjonowania kobiet w biznesie, mówi o „efektywności relacji między pracą a życiem osobistym” i radzi, by dążyć do sytuacji, w której praca będzie zharmonizowana z innymi aspektami naszego życia. Prowadzący w tym zakresie badania Jeffrey Greenhaus i Gary Powell idą w tym rozumowaniu jeszcze dalej, zalecając, by traktować życie zawodowe i prywatne jak sprzymierzeńców. Twierdzą również, że fakt odgrywania wielu różnych ról, np. rodzica, partnera czy pracownika, może w rzeczywistości wpłynąć pozytywnie na naszą kondycję psychofizyczną – zwłaszcza kiedy wszystkie te role są odgrywane bardzo starannie i zarządza się nimi jako całością.

    Moja refleksja – zgodzę się z taką interpretacją, bo zazwyczaj pracujemy po 8 godzin , w UK nawet 9 godzin – praca na cały etat więc tyle samo czasu z reguły nie poświęcamy na odpoczynek, tak samo jak więcej pracujemy niż urlopujemy.

    W dobie komputeryzacji możemy część pracy wykonywać zdalnie – w domu i w między czasie wstawić na wolnym ogniu np. rosół na obiad 🙂

    Z pewnością podoba mi się czas edukacji w UK gdzie dzieci kończą szkołę mniej więcej o tej samej godzinie 2 – 3 pm mając tym samym czas na odpoczynek, rozrywkę, ulubione zajęcia pozalekcyjne a nie wymuszane przez swoich rodziców.

    Myślę, że dobra organizacja (nie mam tu na myśli jw. org) to 99,9 % sukcesu – przynajmniej sprawdza się u mnie w życiu.

    Polubienie

    1. Do tego artykułu dołączę kolejny.
      https://www.paniswojegoczasu.pl/czas-weekendu/rownowaga/
      Nie szukaj równowagi w życiu

      Wklejam teks:

      Dzisiaj będę namawiać do czegoś, co niektórym z Was może się wydawać herezją. Otóż będę Was namawiać do tego, żebyście

      przestały szukać równowagi w życiu.

      Równowaga w życiu może, oczywiście, oznaczać różne rzeczy, jednak modna stała się z chwilą, gdy do obszaru pracy wkradło się wyrażenie „work-life balance”, na język polski tłumaczone jako „równowaga między życiem zawodowym a osobistym”. I o ile w naszym języku jeszcze „jako tako” brzmi (z naciskiem na „jako tako”), w języku angielskim to totalna porażka, bo oznacza równowagę między życiem a pracą. Tak, jakby praca nie była częścią życia.

      Czy szukałaś kiedyś równowagi w swoim życiu? Czy już znalazłaś? Ile czasu Ci to zabrało? Zwróćcie uwagę, że samo hasło „szukanie równowagi” zakłada, że równowaga jest gdzieś schowana, a naszym zadaniem jest dotarcie do tego tajemniczego miejsca i odnalezienie jej. A jak ją znajdziesz, to wyciągniesz za uszy i hyc – po prostu jest. Większej bzdury człowiek nie mógł wymyślić!

      Szukanie równowagi w życiu może być naprawdę cholerne trudne i wymagające. Co więcej – z reguły bardzo męczące, a nawet wyczerpujące, gdyż jest to zadanie niemające końca, a jego efekt prawie nigdy nie jest dla nas satysfakcjonujący.

      Równowaga zakłada, że waga przydarzających nam się w życiu rzeczy jest wyrównana. Oznacza to, że mamy tyle samo szczęścia, co smutku, tyle samo radości, co płaczu, tyle samo godzin z rodziną, co spędzanych w pracy, wreszcie – tyle samo zadań łatwych, co trudnych, tyle samo miłości, co cierpienia?

      Czy naprawdę tak masz? Czy naprawdę tak chciałabyś mieć? Czy naprawdę do tego dążysz?

      Równowaga to czasem Twoja zgoda na to, że życie składa się z wielu zróżnicowanych elementów i spraw, niektórych bolesnych i trudnych, których zwyczajnie nie da się wyeliminować.

      Harmonia to stan, w którym te trudne sprawy dopuszczasz do siebie i pozwalasz im ze sobą pobyć.

      Dla mnie równowaga to moment zaakceptowania tego, że w moim życiu dzieje się dramat (przeze mnie, oczywiście, definiowany jako dramat) i cierpienie na 100%, a jednocześnie stan, w którym świadomie decyduję, że coś przestaje być dramatem. Bo nic nie jest dramatem obiektywnym – to my o tym zawsze decydujemy. Równowaga to dla mnie akceptacja tego, że teraz jest świetnie, a jutro będzie beznadziejnie. Równowaga to dla mnie akceptacja faktu, że dziś być może prześpię (prawię całą noc) ale jutro będę musiała czuwać. Myślenie o tym, że kiedyś będzie idealnie i w końcu znajdę tę upragnioną równowagę jest według mnie ułudą.

      Poruszyłam trudne aspekty, ale spójrzcie też na te bardziej trywialne. W swoim zarządzaniu czasem najrzadziej będziesz miała do czynienia ze stanem równowagi.

      Kobiety bardzo często dążą do równowagi i harmonii sądząc, że kiedyś osiągną stan, w którym życie przestanie im fundować dodatkowe zadania do wykonania, a ich listy – zamiast się wydłużać – zaczną się skracać. Dopóki żyjesz, zawsze będziesz miała coś do zrobienia. Stan równowagi nie jest stanem nieważkości od zadań i obowiązków.

      Jak Ty definiujesz stan równowagi w swoim życiu?

      Ola (Pani Swojego Czasu)

      Polubienie

  8. Jeszcze króciutko.
    Autor pisze:
    „Równowaga to jest całokształt życia w którym wszystko ma swoje miejsce. To jest bardzo trudne ale możliwe”.

    Osobiście uważam, że nie jest to bardzo trudne , oczywiście czasami są dni które bardziej poświęcamy na coś konkretnego – zwyczajna, normalna sprawa….. – czasami nadrabiamy zaległości z powodu choroby czy innych czynników.
    Na pewno łatwiej jest osobom które mogą sobie pozwolić na tzw. housekeeper mając tym samym więcej czasu na odpoczynek po swojej pracy zawodowej.
    W UK taki scenariusz jest na porządku dziennym aczkolwiek w Polsce też już pomału wchodzi w życie i nie trzeba być na jakimś uprzywilejowanym stanowisku.

    Opowiem przykład z przeszło 30 lat temu.
    Sąsiedzi z dwójką dzieci (moi rówieśnicy – koleżanka i kolega) z bloku z nad przeciwka mieli swój warzywniak – ciężka praca , rano albo i w nocy trzeba było jechać na giełdę, potem towar rozładować itp. zatrudnili pomoc domową – posprzątane, ugotowane. W niedzielę do kościoła.
    Wakacje jak na tamte czasy też na wypasie. Dzieci wykształcone z pracą o jakiej można pomarzyć – zawdzięczają bardzo dużo swoim rodzicom bo nie każdego stać aby studiować za granicą.
    Dodam jeszcze , że kilka razy zostali okradzeni , szyby w warzywniaku powybijane więc nerwów też co niemiara – taka zawiść ludzka.

    Co jeszcze chcę napisać?
    Nie każdy idzie za głosem swoich przywódców – i tu np. antykoncepcja w KRK – zalecany kalendarzyk małżeński a potem gromadka dzieci przy których równowaga gwarantowana – ale to już nie mój problem tak samo jak nie mój biznes kto jak żyje i czy potem obudzi się z ręką w nocniku czy też nie.

    Napiszę może brutalnie – ale uważam, że niektórzy nie dojrzali do roli bycia rodzicem , bycia mężem i żoną – bez hierarchii lecz związku opartego na partnerstwie , wzajemnym wspieraniu , kompromisach itp.

    Do znudzenia napiszę tekst – jak sobie poscielesz tak się wyśpisz.
    Niektórzy mówią o ludziach pracowitych – że zatracili się….. , a ja napiszę, że bez pieniędzy też źle i są osoby które zatraciły się w swoim ubóstwie – zrobiło z siebie męczenników dla Boga ale jeśli komuś to pasuje to też nie moja sprawa – szkoda tylko mi dzieci takich rodziców.

    Nie nazywajcie też proszę innych (szczególnie ex – swiadkowie którzy obudzili się po latach z ręka w nocniku) , że są bezduszni bo inni nie chcą Wam pomóc – w dodatku na Waszych zasadach , warunkach.
    To Wy jesteście, byliście bezduszni kiedy Wasze dzieci nie miały podstawowych potrzeb , nie miały wakacji i RÓWNOWAGI WEWNĘTRZNEJ – bo w środku tęsknota za zabawa , może też za jakimiś zajęciami pozalekcyjnymi to były zmuszane , ciagane jeszcze za moich czasów 3 razy w tygodniu na zebrania , potem z teczusia już taki malec głosił albo jako osoba towarzysząca na siłę stał przy nodze matki lub ojca zamiast bawić się np. w piaskownicy bądź rodzice mogli zorganizować swoim pociechom czas na jakichś zajęciach z wychowawcą – ale po co…..?
    Tak zatraciliscie się w swoim pionierowaniu….. bądź wspieraniu organizacji koszem swoich najbliższych.

    Można dużo pisać na ten temat…..
    Ja nie mam czasu i piszę z do skoku.

    Polubienie

  9. W jednym z ostatnich wątków napisałam o osobie która jest świadkiem Jehowy.
    Ponieważ mam bardzo dobry kontakt z osobą która jest praktykującym wieloletnim świadkiem Jehowy (czyli uczęszcza na zebrania , głosi)…….
    Podoba mi się również zrównoważony pogląd na życie owej kobiety – świadka Jehowy i myślę, że nie ma tutaj znaczenia etykieta….. – przynajmniej w tym przypadku.

    Bez żadnych definicji , poradników….
    Co miałam na myśli pisząc, że osoba ta ma zrównoważony pogląd na życie?
    Jest to małżeństwo – świadków Jehowy które również pracuje zawodowo w UK – wiekowo starsze ode mnie ok 10 lat , posiadają swoje własne mieszkanie w Polsce (kobieta jest kosmetyczka na swojej działalności gospodarczej a mąż pracuje jako plytkarz w budowlance) , obydwoje są miłośnikami podróży więc mamy wspólne zainteresowania – możemy wymieniać się swoimi doświadczeniami z podróży itp.
    Owe małżeństwo ma również czas i chęci by w weekend spotkać się gdzieś w restauracji – tematy wolne od religii.
    Jest czas na religię / sprawy religijne, pracę zawodową i odpoczynek – przyjemności, hobby – zainteresowania.
    To tak pokrótce.

    Polubienie

  10. Pozwolilam tylko rzucić okiem na artykuł….
    Napiszę trochę inaczej – na szybkiego….
    Z literatury jw . org
    Miej zrównoważony pogląd na muzykę.
    https://wol.jw.org/pl/wol/d/r12/lp-p/101999723
    blijna Księga Psalmów to arcydzieło literackie, obejmujące 150 utworów — wierszy, pieśni religijnych i modlitw. Z przyjemnością są one dziś czytane w setkach języków. Jednakże starożytni Hebrajczycy nie tylko czytali, ale też śpiewali psalmy, często przy pięknym akompaniamencie. W ten sugestywny sposób łączyli wyrażoną słowami mądrość swego Boga, Jehowy, z uczuciami, które potrafili wzbudzić w słuchaczach wyszkoleni śpiewacy. A muzyka Hebrajczyków wcale nie była prosta ani prymitywna. Wręcz przeciwnie, pod względem jakości i stylu najwyraźniej przewyższała kompozycje ówczesnych okolicznych narodów.

    Zatem śpiewamy z przyjemnością Psalm 137 : 8 – 9
    Szczęśliwy / Błogosławiony kto rozbije roztrzaska twoje dziecko o skalę.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.